Na spokojnie przeglądam efekty fotografowania Zenitem. O ile na początku trudno było mi opanować ustawienia, o tyle z czasem załapałam, na czym polega proces.
Czułość, światło, czas, nawiń, ostrość, migawka, przewiń.
Uczy pokory, co zauważam również przy fotografowaniu cyfrowym Canonem. Łatwiej mi zrozumieć, dlaczego robi się tak, a nie inaczej.
Teraz sobie przypomniałam, że posługuję się Zenitem z zepsutym światłomierzem. Czyli nie jest ze mną tak źle. Lekcje nie poszły na marne i chyba w miarę ogarniam, przy jakim naświetleniu jaki czas i przysłona. I tym małym, acz miłym ;) odkryciem kończę dzień.