27 lutego 2012

Janek Samołyk w Multikinie

Gitary, skrzypce, perkusja, klawisze... I dość ciekawa, niekoncertowa zupełnie atmosfera kina. Lubię Janka :)








I do posłuchania - Piosenka o pointach:

26 lutego 2012

Psia radość

Już jest wiosna, można wyciągnąć z szafy trampki i lekką kurtkę. I w tym ekwipunku ruszyć na Koniec Świata, w całkiem niezłe błoto, coby popatrzeć na psią integrację. Wybawiło się toto, wyskakało, wybiegało za wszystkie zimowe dni, a to dopiero początek! 

Uprasza się o nieobalanie mojej teorii o wiośnie, ja szczerze wierzę, że zimy już niet i pożegnaliśmy śnieg wraz z ostatnią pośniegową ciapą tydzień temu.









23 lutego 2012

Anonimowi







Pozdrawiam panów z trzeciego zdjęcia. Fajni jesteście :)

22 lutego 2012

Panorama, czyli Grunwaldzki Center spłaszczony

Nadchodząca wiosna sprzyja częstym zdjęciom. A ciekawe aplikacje sprzyjają iphonografii. Tym razem Photosynth - naprawdę polecam. Jest darmowa, a wychodzą z niej takie cuda. Zdjęcie pstryknięte w drodze na obiad, obrobione w windzie za pomocą Pixlromatic ;)


16 lutego 2012

24!

Kiedyś, jak byłam młoda i głupia... STOP. Nadal jestem młoda i głupia :) A czasem mam wrażenie, że nawet głupsza, niż w wieku 18 lat. A może po prostu teraz mam mniej oporów przed robieniem głupot i jak już, to wydaję na nie własne pieniądze. Coś w tym jest.

W moje urodziny odwiedziła mnie Warszawa, a dokładniej Agnieszka z Pawłem. Przejechali 400km po to, by pójść na wrocławski pubbing, nie wyspać się i z rana wracać do stolicy. Także jak widać nie tylko ja jestem młoda i głupia ;)

A teraz czas na chwalenie się. Otóż! Dostałam swój własny fotoaktywny kubek! Duży buziak dla Agnieszki, która własnoręcznie wykonała napisy. Także od dziś piję kawę w swoim zielonym kubeczku, który po opróżnieniu pyta mnie zacnie: "co ja pacze?". 

Z innych inności: od Pauliny dostałam gustowne pantofle zwane kapciami paczaczami (zawinięte w gazetkę z lidla, przysięgam dawno tak się nie uśmiałam) i zegar dworcowy, tak więc ogłaszam konkurs na wywiercenie w mojej ścianie odpowiednich otworków, wkręcenie gwoździ/śrubek (whatever, nie znam na tym się) i powieszenie zegara. Zgłoszenia przyjmuję na maila :)







14 lutego 2012

I wtem z otchłani wyłania się...

... jabłko. Jeszcze nie skończyłam walki z martwą naturą.



11 lutego 2012

Koniec semestru

Z aparatem potrafię się powstrzymywać i nie pstrykać gdzie popadnie. Z ajfonem już niestety nie.








Kwadrat na ostatnich zajęciach w tym semestrze.

08 lutego 2012

Wrocławskie wiedźmy

Raz na czas jakiś w magicznym mieście Wrocław odbywa się sabat. Bardzo zły, alkoholowy, głośny sabat blogerek. Nazywa się to zlot szafiarski, ale nie wszystkie wiedźmy prowadzą blogi modowe. To nie przeszkadza jednak we wspólnym piciu i konsumowaniu paprykowych chipsów. Odprawiają czary, opowiadają niestworzone historie, rzucają zaklęcia i robią zdjęcia.

W ostatnim prawdziwie magicznym sabacie udział wzięły Venila, Kinia, Erill, Pola, Angie aka Kotowa oraz ja. Ada z Marchewkową nie dotarły, dlatego też wnioskuję czym prędzej o kolejne spotkanie!
 
PS. Dziubki muszą być.





07 lutego 2012

Muffiny z czekoladą i dżemorem

Dzisiaj będzie kulinarnie i kalorycznie (a co!). Od kiedy kupiłam sobie formę do muffinów (mówię na nią różowa muffiniarka), nie mogę przestać piec. Nie żeby mi te babeczki jakieś wyjątkowo piękne wychodziły. Wręcz przeciwnie :-) zawsze coś muszę przypalić, o czymś zapomnieć, raz wybuchło mi ciasto, naprawdę same przygody. To jednak mnie nie zniechęca. A ponieważ dziś siedzę w domu na chorobowym, postanowiłam obfocić swoje przypalone kulinarne dzieło. Mało tego - podzielę się również przepisem, niech i Wam w biodra idzie.



Przepis na muffiny z czekoladą i dżemorem

Składniki:
- dwie szklanki mąki
- jedno jajko
- łyżeczka proszku do pieczenia
- półtora szklanki cukru pudru (ale ja daję mniej, a i tak są bardzo słodkie)
- 3/4 szklanki mleka
- 1/4 szklanki oleju
- tabliczka czekolady (używam mlecznej)

Mieszamy mikserem, najlepiej tak, by kuchnia wyszła z tego eksperymentu w miarę cało i czysto, czyli w wysokiej misce nie machając mikserem gdzie popadnie (ekhm, to też sprawdziłam). Niektóre przepisy w sieci zalecają dodanie odrobiny sody oczyszczonej do ciasta, jednak empirycznie przetestowałam i nie polecam. Albo dałam za dużo, albo nie wiem, ale ciasto mi wybuchło. Nie dodaję sody w ogóle i też jest OK. Czekoladę rozdrabniam nożem na malutkie kawałki i mieszam z ciastem.

Wymiksowane ciasto wlewamy do muffiniarki. Jeśli chcemy dodać dżemor, to najpierw należy trochę ciasta dać na sam spód, następnie niepełną łyżeczkę dżemu i całość "przykryć" ciastem. Piekarnik rozgrzać do 180-200 stopni i siup na 20 minut. Patrzenie, jak muffiny rosną w piekarniku to bardzo uspokajający i nudny proces.

Moje muffiny rosną zawsze w lewo. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, tak niestety jest. Nie wiem czemu, może piekarnik ma mocniejszy nawiew akurat w tę stronę, ale jeśli coś ma mi się wylać z foremek, to wyleje się zawsze w lewą stronę.

Ciasta wystarcza na około 12-14 muffinek, w zależności od ich wielkości. Zamiast czekolady można dodać banana lub inne owoce. Testowałam również muffiny z gorzką czekoladą i bananem, są równie pyszne. Czasem dodaję też wiórki kokosowe, a jeśli chcę, by ciasto było ciemne, dosypuję do niego 2-3 łyżki kakao. 

Nie polecam natomiast muffin z cukierkami typu krówka, wredne to to, a ja zamiast pomyśleć, że przecież taki cukierek to się w mig roztopi, wrzuciłam po jednym do muffinki i włożyłam do piekarnika. Zabawy z czyszczeniem foremki było co niemiara. Nie polecam, chyba że lubicie zabawę z szorowaniem.

Smacznego! ;-)

PS. Nie zmieniam profilu bloga na kulinarny, to raczej wpis gościnny, tym bardziej, że moje możliwości działania w kuchni są dość ograniczone, a nie będę przecież zamieszczać przepisu na ugotowanie jajka na miękko (choć to mi zawsze wychodzi idealnie).

06 lutego 2012

Co dwie Pauliny...

... to nie jedna. Zabaw z długim czasem ciąg dalszy, nadal sprawia mi to frajdę.




Z ciekawostek: udało mi się odpalić Zenita. Kupiłam w końcu baterie do światłomierza (baj de łej, w Renomie na -1 jest dobrze zaopatrzony punkt z bateriami wszelkiej niespotykanej maści). Zainstalowałam baterię i okazało się, że światłomierz nie działa. Ale jest dobrze, póki co pstrykam na czuja. Założyłyśmy Zenitowi kliszę testową - nie działa wskaźnik wypstrykanych klatek. Whatever. Na bank kilka pierwszych prześwietliłam. Tak się dzieje, kiedy laik próbuje przestawić się z automatów na pełen manual.

Efektami zenitowskich strzałów pochwalę się pewnie niedługo, być może wyjdzie mi z tego całkiem alternatywna, nieudana fotografia ;)

05 lutego 2012

Good ideas come from bad minds




Ja i mój pokręcony stan umysłu.