Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martwa natura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą martwa natura. Pokaż wszystkie posty

12 października 2013

11 maja 2012

Zagadka

Cóż to takiego jest?








Nadal męczę martwe natury. Choć nie lubię, naprawdę.

14 lutego 2012

I wtem z otchłani wyłania się...

... jabłko. Jeszcze nie skończyłam walki z martwą naturą.



07 lutego 2012

Muffiny z czekoladą i dżemorem

Dzisiaj będzie kulinarnie i kalorycznie (a co!). Od kiedy kupiłam sobie formę do muffinów (mówię na nią różowa muffiniarka), nie mogę przestać piec. Nie żeby mi te babeczki jakieś wyjątkowo piękne wychodziły. Wręcz przeciwnie :-) zawsze coś muszę przypalić, o czymś zapomnieć, raz wybuchło mi ciasto, naprawdę same przygody. To jednak mnie nie zniechęca. A ponieważ dziś siedzę w domu na chorobowym, postanowiłam obfocić swoje przypalone kulinarne dzieło. Mało tego - podzielę się również przepisem, niech i Wam w biodra idzie.



Przepis na muffiny z czekoladą i dżemorem

Składniki:
- dwie szklanki mąki
- jedno jajko
- łyżeczka proszku do pieczenia
- półtora szklanki cukru pudru (ale ja daję mniej, a i tak są bardzo słodkie)
- 3/4 szklanki mleka
- 1/4 szklanki oleju
- tabliczka czekolady (używam mlecznej)

Mieszamy mikserem, najlepiej tak, by kuchnia wyszła z tego eksperymentu w miarę cało i czysto, czyli w wysokiej misce nie machając mikserem gdzie popadnie (ekhm, to też sprawdziłam). Niektóre przepisy w sieci zalecają dodanie odrobiny sody oczyszczonej do ciasta, jednak empirycznie przetestowałam i nie polecam. Albo dałam za dużo, albo nie wiem, ale ciasto mi wybuchło. Nie dodaję sody w ogóle i też jest OK. Czekoladę rozdrabniam nożem na malutkie kawałki i mieszam z ciastem.

Wymiksowane ciasto wlewamy do muffiniarki. Jeśli chcemy dodać dżemor, to najpierw należy trochę ciasta dać na sam spód, następnie niepełną łyżeczkę dżemu i całość "przykryć" ciastem. Piekarnik rozgrzać do 180-200 stopni i siup na 20 minut. Patrzenie, jak muffiny rosną w piekarniku to bardzo uspokajający i nudny proces.

Moje muffiny rosną zawsze w lewo. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało, tak niestety jest. Nie wiem czemu, może piekarnik ma mocniejszy nawiew akurat w tę stronę, ale jeśli coś ma mi się wylać z foremek, to wyleje się zawsze w lewą stronę.

Ciasta wystarcza na około 12-14 muffinek, w zależności od ich wielkości. Zamiast czekolady można dodać banana lub inne owoce. Testowałam również muffiny z gorzką czekoladą i bananem, są równie pyszne. Czasem dodaję też wiórki kokosowe, a jeśli chcę, by ciasto było ciemne, dosypuję do niego 2-3 łyżki kakao. 

Nie polecam natomiast muffin z cukierkami typu krówka, wredne to to, a ja zamiast pomyśleć, że przecież taki cukierek to się w mig roztopi, wrzuciłam po jednym do muffinki i włożyłam do piekarnika. Zabawy z czyszczeniem foremki było co niemiara. Nie polecam, chyba że lubicie zabawę z szorowaniem.

Smacznego! ;-)

PS. Nie zmieniam profilu bloga na kulinarny, to raczej wpis gościnny, tym bardziej, że moje możliwości działania w kuchni są dość ograniczone, a nie będę przecież zamieszczać przepisu na ugotowanie jajka na miękko (choć to mi zawsze wychodzi idealnie).

18 stycznia 2012

Ananas i złe papryki

Męczę wciąż martwą naturę. Jak wymęczę, to rzucę w cholerę.






A te papryki się kłócą. Tak myślę.