Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iphoneography. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iphoneography. Pokaż wszystkie posty

03 marca 2014

04 listopada 2013

Moja Samotnia


Chyba pierwszy raz chciałam bardzo dosłownie uciec od problemów. I postanowiłam wejść na Śnieżkę. Nie jest to wielki wyczyn, ale patrząc na mój brak kondycji do chodzenia po górach uznałam, że będzie to niezłe wyzwanie, przynajmniej na początek. Chciałam iść sama, ale nie znam gór. Wzięłam Marcina i w sobotę rano wylądowaliśmy w Karpaczu.

To zabawne, że nawet nie zdążyliśmy się dobrze rozchodzić, nawet dojść do Świątyni Wang i stamtąd do Karkonoskiego Parku Narodowego, a ja już marudziłam, że nie dam rady. Dostałam jednak kopa w dupę i chcąc nie chcąc ruszyłam dalej. Później, mimo że pod górę, w sumie było "z górki". Bardzo przyjemny spacer. Pogoda jednak się psuła. Zaczynało coraz mocniej wiać i padać, mgła jak mleko, widoczność żadna. W połowie trasy weszliśmy na niebieski szlak, który jest ponoć piękny, niestety pierwszego dnia widziałam jedynie białą ścianę chmur. Dotarliśmy wreszcie nad Mały Staw i prędko do Samotni, na chwilę się ogrzać i coś zjeść.

Rozpadało się na dobre. Życie uratowała mi wielka, nieporęczna, paskudna peleryna. Mimo całej jej paskudowatości była to wtedy najcudowniejsza peleryna na świecie i za nic miałam fakt, że wyglądam w niej jak córka rybaka w kitlu lekarskim. Ruszyliśmy dalej, do Strzechy Akademickiej, gdzie ostały się wolne miejsca i można było zarezerwować nocleg. To ledwie 15 minut drogi od Samotni. A jednak w trakcie tego kwadransa zdążyliśmy tak zmoknąć, że z rękawiczek ściekały dwa potoki, a szalik pod naporem wody przybrał na wadze. Nadal się nie poddawaliśmy i chcieliśmy wejść na sam szczyt. Zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy w schronisku i niewiele myśląc ruszyliśmy dalej w deszcz. Tu niespodzianka: do deszczu doszła gratis wichura. I to taka, że zwiewało nas z drogi, chociaż szlak na Śnieżkę nie jest bardzo trudny, a mimo to szliśmy dwa razy wolniej. Cóż, trzeba było odpuścić. Jeśli chodzenie po górach ma być przyjemnością, to sobotnia wędrówka do przyjemnych nie należała. Po przejściu 300 metrów zawróciliśmy do Strzechy, gdzie można było wysuszyć ubranie.

Podejście numer dwa planowaliśmy na niedzielę. Poranek był piękny. Budzisz się w górach, widzisz niemalże cały Karpacz, urokliwe Karkonosze, chce się żyć dwa razy mocniej! Brak mgły pozwolił podziwiać widoki, które ominęły mnie dzień wcześniej. Marcin poszedł biegać, ja się ogarnęłam, potem szybkie śniadanie.

I niespodzianka, jesteśmy w górach, tu nigdy nic nie jest pewne;) zaczęło znów lać. Gorzej, niż w sobotę. Oberwanie chmury takie, że nie masz ochoty wyściubiać nosa spod kołdry. I gdyby był to tylko deszcz, to może dalibyśmy radę. Ale deszcz plus jedna wielka zawierucha - niekoniecznie. Lekko nie było. Posiedzieliśmy chwilę przy grzanym winie i zdecydowaliśmy się zejść do Karpacza. Zeszliśmy wpierw do Samotni i nad Mały Staw, gdzie jeszcze bardzo mocno wiało. Im niżej, tym pogoda się uspokajała. Dotarliśmy do Wang i było już w zasadzie sucho. Mieliśmy jeszcze parę godzin do odjazdu autobusu do Wrocławia, więc zatrzymaliśmy się w jakiejś knajpce, żeby trochę wyschnąć. Na próżno, bo chwilę potem ulewa przyszła i nad Karpacz;)

Czy udało mi się uciec od problemów? Chyba tak, przynajmniej na chwilę. Czułam się źle wracając do Wrocławia. Chciałabym w tej Samotni jeszcze chwilę zostać.

26 października 2013

23 października 2013

14 października 2013

Chcę odlecieć


Potrzebuję się oderwać, przyziemne sprawy mnie właśnie przytłoczyły. Ten rok wszystkim naokoło daje nieźle popalić.

Dziś rano, nieplanowanie, kupiłam bilety lotnicze. Znów groszowa sprawa, gorzej z wydatkami na miejscu. Ale zwariuję, jeśli przyjdzie mi przez całą jesień gapić się ciągle w ten sam sufit. Bo, tak ogólnie, to smutno i trzeba to czymś załatać.

12 października 2013

18 września 2013