27 czerwca 2013

25 czerwca 2013

25062013




Wybiegam w pośpiechu z pracy. Jeszcze w tramwaju, a potem w autobusie siedzę i myślę, ilu rzeczy nie zrobiłam, o czym zapomniałam. Na tak zwanych wariackich papierach całe życie. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek doczekam się sytuacji, że wyjdę z pracy spokojnie, wyłączę myślenie i skupię się tylko na tym, co chcę i mogę zrobić dalej. 

Wysiadam z autobusu, moknę - jak zawsze. Parasol żyje własnym życiem. W trampkach deszczowy ocean, jest mi źle, chcę pod kołdrę z ciepłą herbatą i głupimi filmami, głupią książką lub głupim internetem. Ale potem siadam na wielkiej, niebieskiej sofie i wszystko się oddala. Słucham opowieści innych, o ich pasji, o fotografiach, o wielu wątpliwościach. Sama mam ich mnóstwo, sama też opowiadam, pokazuję swoje zdjęcia, jest mi z tym dziwnie, w końcu nie zdarza się to często. Ba, to się właściwie w ogóle nie zdarza.

No i jest poczucie, że świat gdzieś tam sobie istnieje, ale ja jestem tu i teraz, odkrywam i poznaję, godziny mijają. A później idę i - co najważniejsze - chcę oglądać ten świat i przemielić go po swojemu. Nagle się okazuje, że te wszystkie niezrobione rzeczy to moje wyolbrzymienie, że problemy w większości są w mojej głowie, a rzeczywistość wygląda inaczej. Zastanawiam się, czy tylko ja tak mam.

I myślę sobie, że dawno już nie potrzebowałam wsparcia tak, jak potrzebuję go teraz. Nie porad, nie słów "będzie dobrze". Po prostu kogoś, kto byłby przy mnie bez względu na wszystko i sprawiał, że będę czuć się "tu i teraz", a nie pośrodku chaosu. W tej chwili tylko fotografia jest wsparciem. Nie ma znaczenia, czy zła, czy dobra, czy moja, czy cudza, czy ambitna, czy banalna. Po prostu jest.

20 czerwca 2013

17 czerwca 2013

Popołudniem















Mogę odetchnąć.

A w myślach rozrysowuję sobie mapy i wyobrażam sobie, jak to będzie, gdy w przyszłym roku odwiedzę Młodą w Australii.

Urywki













14 czerwca 2013

13 czerwca 2013

Sala Cesarska







Z cyklu: tu mnie jeszcze nie było.

Sala Cesarska na Dworcu Głównym to wspaniałe, pięknie oświetlone miejsce, które na razie stoi puste i niedostępne dla wrocławian. Ale ma się to zmienić, być może już wkrótce. Zarządca dworca chce, by powstała tu restauracja. Wreszcie, można by rzec, bo brakuje na wrocławskim Głównym miejsca, gdzie można spokojnie usiąść i coś zjeść (co przy okazji nie będzie fast foodem). Wracając do Sali: mamy tu efektowne schody (głównie poręcz, ale z tego co wiem, to same schody mają dobre kilkaset lat i są oryginalnie wydeptane, podczas renowacji dworca nie były ruszane). Sufit dolnego pomieszczenia zdobią malowidła, na których anioły dzierżą insygnia władzy. U góry z kolei mamy wyjście na genialny taras, a z niego widok na północną okolicę dworca.

Sala cierpliwie czeka na nowego najemcę, który ją dopieści w każdym szczególe. I będzie mogła służyć kolejne lata mieszkańcom i turystom. 

Mam dziwną słabość do takich pomieszczeń, przypominam sobie pałac w Jedlince i salę balową, i niczym mała dziewczynka widzę się na tych schodach w wielkiej, totalnie niepraktycznej i nieporęcznej sukni;) jestem jednak dużym dzieckiem.

Zdjęcia dla tuWroclaw.com.