25 czerwca 2013

25062013




Wybiegam w pośpiechu z pracy. Jeszcze w tramwaju, a potem w autobusie siedzę i myślę, ilu rzeczy nie zrobiłam, o czym zapomniałam. Na tak zwanych wariackich papierach całe życie. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek doczekam się sytuacji, że wyjdę z pracy spokojnie, wyłączę myślenie i skupię się tylko na tym, co chcę i mogę zrobić dalej. 

Wysiadam z autobusu, moknę - jak zawsze. Parasol żyje własnym życiem. W trampkach deszczowy ocean, jest mi źle, chcę pod kołdrę z ciepłą herbatą i głupimi filmami, głupią książką lub głupim internetem. Ale potem siadam na wielkiej, niebieskiej sofie i wszystko się oddala. Słucham opowieści innych, o ich pasji, o fotografiach, o wielu wątpliwościach. Sama mam ich mnóstwo, sama też opowiadam, pokazuję swoje zdjęcia, jest mi z tym dziwnie, w końcu nie zdarza się to często. Ba, to się właściwie w ogóle nie zdarza.

No i jest poczucie, że świat gdzieś tam sobie istnieje, ale ja jestem tu i teraz, odkrywam i poznaję, godziny mijają. A później idę i - co najważniejsze - chcę oglądać ten świat i przemielić go po swojemu. Nagle się okazuje, że te wszystkie niezrobione rzeczy to moje wyolbrzymienie, że problemy w większości są w mojej głowie, a rzeczywistość wygląda inaczej. Zastanawiam się, czy tylko ja tak mam.

I myślę sobie, że dawno już nie potrzebowałam wsparcia tak, jak potrzebuję go teraz. Nie porad, nie słów "będzie dobrze". Po prostu kogoś, kto byłby przy mnie bez względu na wszystko i sprawiał, że będę czuć się "tu i teraz", a nie pośrodku chaosu. W tej chwili tylko fotografia jest wsparciem. Nie ma znaczenia, czy zła, czy dobra, czy moja, czy cudza, czy ambitna, czy banalna. Po prostu jest.

2 komentarze:

  1. Miałam wpisać to już dawno w komcie, ale: uwielbiam Twoje zdjęcia i robisz aparatem rzeczy znakomite :)
    Zazdrość regularnie mnie zżera, bo chciałabym umieć choć w części tak...
    :)))

    OdpowiedzUsuń