Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ja. Pokaż wszystkie posty

02 czerwca 2013

He takes me away to that special place




-----------------------
500 post! Aż nie wierzę. To wszystko, co związane z fotografią w moim życiu, dzieje się naprawdę. Naprawdę!

23 maja 2013

No title this time



Tak, to przemyślana decyzja.
Tak, ma to większe znaczenie. Dla mnie przynajmniej.
Tak, wiem, że miejsce jest widoczne.
Tak, wiem, że to przecież na zawsze.
Nie, nie bolało.

07 kwietnia 2013

Because I care too much


A w słuchawkach to - klik klik.

Nie ma mnie dla nikogo.

01 kwietnia 2013

1 kwietnia







Fotografowałam podczas dzisiejszego spaceru śniegowego bałwana, taki tam, na Trójkącie. Fotografuję zawzięcie i nagle słyszę za plecami: tam na górze jest latający! Co więc mądrego robię? Zadzieram łeb w stronę nieba i pytającym wzrokiem wypatruję bałwana. 

Ot, prima aprilis.

Wierzę jeszcze w latające bałwany, wierzę w wiosnę i w moc naprawczą lodów pistacjowych. Czy to znaczy, że mogę wszystko?

29 marca 2013

Friendship ;)


#friendship
#nowafryzuramojegokumpla
#sweetfociawpizzerii
#reanimacjaduchowa
#zlekalorie
#kobietykochajakoszulewkrate

I fajnie jest!

26 marca 2013

Tę burzę włosów każdy zna, przy ustach dłoni chwiejny gest


Wymyślam sobie różne rzeczy.

Jest już pomysł na pierwsze zdjęcie dyplomowe. Odkrywam Amerykę po raz kolejny, ale niech to będzie moja Ameryka. 

22 marca 2013

Just let me go, we'll meet again soon

Dzisiaj śnił mi się Londyn.

W którym przecież nigdy nie byłam. Pewnie dlatego się śnił. Takiego głodu wyjechania gdzieś nie czułam już dawno. Kilka dni temu, wracając z pracy, wsiadłam w pierwszy lepszy autobus. Zawiózł mnie na dworzec PKP. Zamiast się przesiąść i wracać do domu, poszłam na perony. Była godzina 21:30, do odjazdów dalekobieżnych jeszcze sporo czasu, startowały jedynie pociągi do Leszna, Zgorzelca czy Oleśnicy. I gdyby nie fakt, że w portfelu do końca miesiąca zostały mi grosze, pewnie włóczyłabym się całą noc pociągami po dolnośląskich mieścinach. Rano zadzwoniłabym do pracy mówiąc, że przepraszam, że będę o 12, bo podmiejski z Brzegu ma opóźnienie. 

Albo poczekałabym do 22:20, kiedy odjeżdża pośpieszny do Warszawy, do 23:33 na TLK do Krakowa, albo do 00:08 i rano patrzyła na morze w Świnoujściu. I kto by mi zabronił?

W ubiegłym roku o tej porze byłam już po szalonym tripie do Szwecji, szykowałam się do lotu do Barcelony, Wielkanoc spędzałam nad morzem. Tegoroczny marzec jest dziwny, nie mogę nic zaplanować, jakimś cudem przepuściłam wszystkie pieniądze, przestałam robić zdjęcia, odczuwam dziwny zastój. Jestem zestresowana, ciągle niewyspana, brakuje mi w tym wszystkim spontaniczności. 

Z dworca ostatecznie zawróciłam. Na gapę jeździć nie będę. Słuchawki na uszy, spacer do domu i wszystko sobie już poukładałam. Znów wiem, czego chcę - mam jako takie plany na kwiecień, klarują się plany na wakacje, dostrzegam znów frajdę w robieniu zdjęć. I pomyśleć, że wystarczyło pójść pogapić się na pociągi.

Londyn w tym roku też odwiedzę.



14 marca 2013

Redhead



"Nie hoduj w sobie więcej, niż możesz połknąć: miłości, uniesień czy nienawiści."
Bukowski 

Dobranoc.

12 marca 2013

Sinusoida

Pocięłam swoje zdjęcia, które wykonałam w ubiegłym roku. Pomieszałam i w zupełnie przypadkowej kolejności naklejałam na ścianę. Klucz: wyżej przyklejałam te, które uważam za dobre. Niżej te, które mnie nie satysfakcjonowały. Zrobiłam fotograficzny rachunek sumienia - co chcę odłożyć na bok, a co chciałabym kontynuować.

Fotografie trafiły na przegląd semestralny, wydrukowane w formacie 70x50. Może je kiedyś powieszę na ścianie.





15 lutego 2013

25





 

Ostatnie zdjęcie to "the morning after", ciężki czas.

Tak było w zeszłym roku o tej porze. W tym roku nie robię imprezy urodzinowej, a przynajmniej nie teraz.

Mam więc 25 lat, nie mam męża ani dzieci, według prawa jestem niezatrudniona, nie skończyłam studiów, nie mam mieszkania ani kredytu, nie umiem gotować, nie zrobiłam prawa jazdy ani nie jestem perfekcyjną panią domu. Jednak bawię się świetnie i myślę, że tak będzie przez kolejne ćwierć wieku. Rozczarowanych moją postawą, niezgodną ze społecznymi wartościami, nie przepraszam.

;)

11 lutego 2013

25 stycznia 2013

Rzeczywistość

Do postanowień noworocznych dorzucam jedno: zadbać o siebie. A dokładniej o swój styl życia: wysypiać się, starać się regularnie jeść, więcej się ruszać, być bardziej zen i nie przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Cieszę się, że mam wolny weekend, zregeneruję siły, nie będę więcej mdleć ani chodzić po mieście w trybie zombie po trzech godzinach snu, nie będę psuć telefonów, ani zapominać o ważnych rzeczach. Krótko mówiąc, postaram się zacząć ogarniać rzeczywistość.

Z okazji tej notki, wesoły obrazek radosnego smerfa nadmorskiego.


11 stycznia 2013

07 stycznia 2013

Próżność



(bo muszę w siebie, cholera, uwierzyć)

29 grudnia 2012

Do widzenia

Się z państwem w nowym roku.



Zimy nie ma, ale jest wino, a to już bardzo blisko do szczęścia. Jadę więc i zamierzam wrócić z dużą liczbą zdjęć. 

:)

PS. To 200 post w tym roku. Biję swój własny rekord.

22 grudnia 2012

I want blood, guts, and chocolate cake



Chęć fotografowania przychodzi koło 2:30, po powrocie z jakiejś tam imprezy, kiedy zmęczenie wzięłoby górę, ale aparat nie pozwala. I tak nie mając już nikogo wokół, staje się przed obiektywem. Przepraszam zatem państwa bardzo, ale będzie narcystycznie, gdyż aktualnie tak właśnie potrzebuję.

18 września 2012

Każdy plan można zmienić

"Lecz wolę życie bez planu."

Mam ostatnio dziwny czas, poczucie bezsensu mnie przerasta (uwaga, teraz będzie chwila na wynurzenia; w końcu jakby nie patrzeć to tylko zwykły blogasek). A może nie jest to "bezsens", co po prostu ludzka bezradność - wobec szarej codzienności. Nie mam satysfakcji ze swojej pracy. Zawsze w takich chwilach musi coś jednak pierdolnąć, że się tak kolokwialnie wyrażę, i zmotywować mnie do działania. Zawsze przeczytam jakąś inspirującą historię. Ktoś ze znajomych odniesie sukces. Zobaczę głupie zdjęcie koleżanki na fb, która mieszka w tak zwanym Wypizdowiu Górnym, prowadzi własny biznes i jest przeszczęśliwa. Frenczak zadzwoni żeby pobrzdękać na gitarze, Daria zabierze na bańki mydlane. Tyle mi wystarczy, by pomyśleć sobie "cholera, młoda, weź daj spokój. inni mogą, to ty też". I tak sobie pomyślę, uśmiechnę, i zaraz do głowy przychodzą mi różne pomysły.

Później opowiadam o tych pomysłach mamie. Że chcę jechać tu i tam, że studiować to i owo, a że może by tak biznes jakiś własny otworzyć, a może...? I tak peplam pół dnia mojej biednej mamie, a ona mi później mówi, że mi ciągle coś się we łbie zmienia. Planuję jedno, robię drugie. Ostatecznie tego nie kończę i zabieram się za trzecie. A w tak zwanym międzyczasie zdążę zaplanować czwarte, piąte i szóste. Jednego dnia wymyślam sobie, że fajnie byłoby studiować na przykład oceanografię i wertuję internet w poszukiwaniu informacji. Kolejnego dnia jednak wiszę nędznie na krześle z postanowieniem skończenia jakiegoś pożytecznego kierunku, coby mieć w życiu jakiś konkretny zawód, bo rachunki same się nie zapłacą. Nawet nie wiecie, drodzy Czytelnicy, ile kierunków w mych odmętach myślowych już studiowałam. A ostatecznie nawet jednego skończyć nie mogę.

Bo ja po prostu chyba nie wiem, co chcę robić, jak dorosnę. Pasję widzę w jednym, a pieniądze w drugim i jakoś mi się obie drogi jeszcze nie skrzyżowały. Pocieszam się, że dzieciak jeszcze jestem i mogę podejmować złe decyzje. Choćby dlatego, żeby uczyć się na własnych błędach i wyciągać wnioski (a jakby ktoś chciał się uczyć na cudzych błędach, to może na moim: naprawdę nie polecam socjologii osobom, które nie są ślepo wpatrzone w ten kierunek. a nawet jak są, to niech szybko zweryfikują swoje zainteresowania, wertując wcześniej kilka rozdziałów poświęconych teoriom socjologicznym).

Żyję więc sobie z dnia na dzień, planując dużo, myśląc dużo, zastanawiając się i kombinując. Działam trochę tu, trochę tam, ale traktuję to jak test. Idziesz do sklepu i masz 10 próbek perfum, bierzesz do domu, testujesz dwa tygodnie, po czym wracasz do sklepu i kupujesz pełne opakowanie za regularną cenę. W taki właśnie sposób dobieram sobie swoją życiową drogę. Zanim się zdecyduję na jedną - testuję kilka. Choć pewnie niejednego moje niezdecydowanie i rozrzut tematyczny doprowadzają do szału (mamo, przepraszam, kiedyś się ustatkuję, może nawet znajdę męża jak serce i rozum zaczną współpracować).

I tak od kilku dni towarzyszy mi piosenka Mozila, staroć jeden, ale kiedyś go Pachla na fb podlinkowała i siedzi mi we łbie. Bo każdy plan można zmienić. Zdrowie!

30 sierpnia 2012

Bańki

Od dawna nic mi tak nie poprawiło humoru, jak puszczanie baniek na wrocławskim rynku. Mój wewnętrzny dzieciak cieszył się. Bardzo!