Jeszcze z parady.
Idea piękna, wykonanie gorsze. Na marszu przeciw przemocy zjawiają się bojówkarze z antify. Ubrani na czarno, z flagami czarno-czerwonymi. Podchodzę pod plac Wróblewskiego i zastanawiam się, czy trafiłam na dobrą manifestację. Miało być przecież kolorowo i muzycznie. Miało być bez nienawiści, a widzę pozasłaniane twarze i gotowość do starcia. Dziwnie mi.
Na szczęście parę kroków dalej jest radośniej. Są cyrkowcy, poprzebierani ludzie, uśmiech i bębny. Jakoś tak od razu mi lżej, to jednak tu, dobrze trafiłam.
Ale wrażenia mieszane. I zimno było, okrutnie.