








Na scenie Leningrad. Dla nich tam pojechałam i uważam, że był to najlepszy koncert Woodstocku. Skakało wszystko, łącznie z namiotami i okolicznymi wioskami. Energię ze sceny czułam w kurzu między zębami, we włosach, na ubraniach, następnego dnia mój głos odczuwał skutki darcia mordki pod sceną.
Całująca się parka z pierwszego zdjęcia była przeurocza;)
Kocham twoje foty <3
OdpowiedzUsuń:))
UsuńSzczęśliwi, radośni ludzie. Zazdroszczę im!
OdpowiedzUsuńŚwietne Woodstockowe zdjęcia, ja żałuję, że mnie tam nie było.
OdpowiedzUsuńświetny reportaż :)
OdpowiedzUsuńMój głos przez tydzień się podnosił po Leningradzie, kurzu i zimnym piwie :)
OdpowiedzUsuń