09 kwietnia 2012

Dużo morza. Dużo szczęścia

Cóż mogę napisać? +10 do chilloutu. Takie spędzanie świąt mi odpowiada. 

A na zdjęciach Kołobrzeg, który gościł mnie przez ostatnie kilka dni.



















06 kwietnia 2012

Analogowa Barcelona

Jak zwykle wszystko na wariackich papierach, na ostatnią chwilę, z ciągłym przeczuciem, że na pewno czegoś zapomniałam spakować. Jestem przekonana, że czegoś nie zabrałam. Ale co tam :) tegoroczne święta spędzam nad morzem (10 godzin w pociągu, hell yeah!). Jest zimno, wieje, jeszcze chwilę temu prószył śnieg. I wszystko to schodzi na drugi plan, bo wielkanoc będzie dla mnie po prostu zwykłym chilloutem, jakim chyba jeszcze nigdy nie była, bez zastawionego stołu, bez kurczaków i zajęcy. Zapakowałam książki, nadrobię w końcu zaległości, wyśpię się. Czego i Wam wszystkim życzę :)

Zdjęciowo natomiast powspominam jeszcze trochę Barcelonę, nadal analogowo, kliszą wypstrykaną w całości ostatniego dnia. Okolice Plaça de Catalunya i piękna pogoda...












05 kwietnia 2012

Remik

Nie da się ukryć, że Remik przyciąga wzrok, przyciąga ludzi, wyróżnia się i dobrze czuje się przed aparatem. I ma przekozackie żółte słuchawki.

Na ostatnim zdjęciu Remik wraz z Karolem Krukowskim, który w Kwadracie próbuje okiełznać nasze nieogarnięcie w studio. W BWA Design (Wrocław, ul. Świdnicka, tuż przy Rynku) można oglądać wystawę Karola - "Rozbite-marzenie vs. Portret Gulliwera". Polecam.






04 kwietnia 2012

Wrocław analogowo

Świeże skany mojej pierwszej czarno-białej kliszy. Znów nie umiem ocenić efektów. Podoba mi się ta zupełnie inna jakość zdjęć, ziarno, choć w wyobraźni widziałam te zdjęcia zupełnie inaczej. W każdym razie kolejna lekcja "dziecko cyfrówek kontra analog" zaliczona.

Dziś pstryki wrocławskie.
Tak na marginesie: bardzo podoba mi się strona na Facebooku "Wrocław Street Photography". Polecam!










03 kwietnia 2012

Janek znów w studio. Gitary

Tym razem nagrania we Wrocławiu, choć dojazd z centrum zajął mi dobrą godzinę. Studio ulokowane niemalże w Leśnicy, małe dwa pokoje, zupełnie insza inszość niż warszawskie S4 w Polskim Radiu. Znacznie kameralniej, przytulniej. I niesamowicie głośno. Do nagranej wcześniej perkusji, Janek dogrywał gitary. Brzmiało ciekawie i powiem szczerze, tylu gitar na raz jeszcze nie widziałam. Każda ponoć wydaje inny dźwięk. Ale co ja się tam znam... :D dla mnie, zupełnie przeciętnego konsumenta muzyki, brzmią po prostu dobrze.