Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barcelona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barcelona. Pokaż wszystkie posty

06 kwietnia 2012

Analogowa Barcelona

Jak zwykle wszystko na wariackich papierach, na ostatnią chwilę, z ciągłym przeczuciem, że na pewno czegoś zapomniałam spakować. Jestem przekonana, że czegoś nie zabrałam. Ale co tam :) tegoroczne święta spędzam nad morzem (10 godzin w pociągu, hell yeah!). Jest zimno, wieje, jeszcze chwilę temu prószył śnieg. I wszystko to schodzi na drugi plan, bo wielkanoc będzie dla mnie po prostu zwykłym chilloutem, jakim chyba jeszcze nigdy nie była, bez zastawionego stołu, bez kurczaków i zajęcy. Zapakowałam książki, nadrobię w końcu zaległości, wyśpię się. Czego i Wam wszystkim życzę :)

Zdjęciowo natomiast powspominam jeszcze trochę Barcelonę, nadal analogowo, kliszą wypstrykaną w całości ostatniego dnia. Okolice Plaça de Catalunya i piękna pogoda...












01 kwietnia 2012

One night in Port Vell. Barcelona część 4

Właśnie kończy się mój pierwszy wolny weekend od jakiegoś czasu, całe dwa dni przespałam, ale nie czuję się wypoczęta, chyba brakuje mi przygód. Pocieszam się, że w czwartek znów wsiądę w pociąg, ot taki ze mnie zrobił się wędrowniczek :)

Marzec był dla mnie najlepszym czasem w ciągu ostatnich trzech lat. A wiem, że będzie tylko lepiej.

Ostatnie zdjęcia z Barcelony. Tym razem nocne, bez statywu (a jak ;)). Drugiego dnia zawędrowaliśmy do portu spacerując po La Rambla, pijąc wino przelane do plastikowej butelki, śpiewając KlejNuty, szukając trochę na próżno upatrzonej w przewodniku fontanny (później okazało się, że trafiliśmy dobrze, tylko chyba jej nie zauważyliśmy :D). Ponoć Barcelona nie należy do najbezpieczniejszych miast. Nas nikt nie okradł, wróciliśmy cali i żywi, a Port Vell nocą wygląda cudnie. Poza tym, dziś ponoć niedziela palmowa, czas więc zapodać jakąś palmę!













30 marca 2012

Sagrada Familia i Gaudi, czyli Barcelona część 2

Obiecałam sobie, że w Barcelonie zrobię jedno zdjęcie - Sagrada Familia. Standardowe zdjęcie kościoła z przodu, takie jak robią niemalże wszyscy turyści. Tylko że moje będzie analogowe, na czarno białej kliszy, którą dziś zanoszę do wywołania (czy kiedyś dorobię się własnej ciemni? :)). A jak wszystko pójdzie zgodnie z planem, czyli zdjęcie będzie znośne, zrobię sobie powiększenie. Na pamiątkę i dlatego, że przekonałam się ostatnio, że duży format bardzo dobrze robi zdjęciom. Nabierają zupełnie nowego charakteru. I chyba nie potrafię sobie odmówić takiego widoku co rano, gdy otwieram oczy ;)

Trudno nie skojarzyć z Barceloną nazwiska Gaudi. W czasie podróży nie mieliśmy za wiele czasu, ani pieniędzy, by obejrzeć wszystko. Dotarliśmy jedynie do Casa Batlló, ale trzeba przyznać, że budynek robi wrażenie. W ogóle cała architektura Barcelony jest dla mnie magiczna, można chodzić uliczkami z głową zadartą ciągle do góry.

Zanim dorwę odbitki z analoga, kilka kadrów cyfrowych. Rafikowi dziękuję za pożyczenie obiektywu fish-eye :) dźwigów i rusztowań nie wymazuję. Tak wygląda Sagrada Familia, wciąż w budowie, po co na siłę ją upiększać.










To jeszcze nie koniec zdjęć z Barcelony! :)

29 marca 2012

Barcelona część 1

Jestem zachwycona. Niewyspana i spłukana, ale szczęśliwa :)

Tak intensywne wakacje resetują umysł lepiej, niż wylegiwanie się pod palmą dwa tygodnie. Nie pogardziłabym wprawdzie palmą ;) jednak ogromną frajdę sprawia mi odwiedzanie nowych miejsc. Pięknych i urokliwych. Takich, jak Barcelona. Opłacało się nie spać z nocy z niedzieli na poniedziałek, opłacało się wsiadać o 4 rano do pociągu i jechać na samolot. Opłacało się wydanie prawie że ostatnich pieniędzy tylko po to, by spacerując po wąskich, urokliwych uliczkach, nucić pod nosem "Barcelona - such a beautiful horizon".

Z krótkiej, acz treściwej podróży przywiozłam 10 gigabajtów zdjęć i prawie dwie klisze do wywołania. Chyba za dużo. Ale nie mogłam się powstrzymać. Obrabiam zdjęcia i oczami wyobraźni jestem 2 tysiące kilometrów stąd.

Było dużo śmiechu, moje trampki niosły mnie przez kilometry ulic w dzień i w nocy, zachwycałam się południowym stylem życia i po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jestem zdecydowanie ciepłolubna. Nagle polska wiosna straciła urok, bo w Hiszpanii już jest niemalże lato. I wolno latające papugi ;)

Wrócę tam na pewno.



 






















C.D.N. ;)