Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty

17 lipca 2012

Slot Art Festival 2012

Po trzech latach wróciłam na Slot. I już wiem, że będę tam też w przyszłym roku, jeśli okoliczności dopiszą. Drugiego tak pozytywnego festiwalu chyba nie ma. Jestem na Slocie i znika mi wszelka złośliwość, uszczypliwość, łagodnieję, może to zasługa lekkiego odcięcia od świata. Brak alkoholu, prysznica i zasięgu wspominam naprawdę wspaniale. Taki odwyk od codzienności, która mnie właśnie przytłoczyła, mógłby trwać znacznie dłużej (choć nie ukrywam, chociaż raz burza, deszcz i nawałnice mogłyby Slotowi odpuścić). 

Wylegiwałam się pod Platanem, skakałam na koncertach, słuchałam wykładów. Trochę mniej w tym roku warsztatowałam, ale przyglądanie się pracy innych i fotografowanie ich w trakcie jest równie fajne. Jadłam pyszną samosę ze stoiska Najadaczy (ponoć mają stacjonarną knajpkę we Wro, trzeba sprawdzić), piłam nieziemską wręcz herbatę w namiocie wschodnim i... zatrułam się pieczarkosem, który kiedyś był slotowym hitem, teraz jednak zdecydowanie odradzam. Zaliczyłam wizytę w punkcie medycznym :)

Uczyłam się trochę kręcić poi, ale cóż, mój zapał szybko ostygł, jak zobaczyłam lepszych od siebie i gdy siniaki na moich nogach przekroczyły dopuszczalną wielkość. Ale postanowienie jest, że ćwiczę, kupiłam własne poiki i do przyszłego roku chcę się podszkolić, żeby nie stać i nie gapić się z opadniętą szczęką na innych. 

Czułam się też trochę jak na koloniach w podstawówce, w momencie, gdy kogoś poznajesz, kto wyjeżdża przed tobą, żegnacie się i mówicie "do zobaczenia za rok". Normalne, że na koloniach nigdy tego "za rok" nie ma. Ale w przypadku Slotu wierzę, że faktycznie się spotkamy w Lubiążu w 2013 :)
































29 marca 2012

Barcelona część 1

Jestem zachwycona. Niewyspana i spłukana, ale szczęśliwa :)

Tak intensywne wakacje resetują umysł lepiej, niż wylegiwanie się pod palmą dwa tygodnie. Nie pogardziłabym wprawdzie palmą ;) jednak ogromną frajdę sprawia mi odwiedzanie nowych miejsc. Pięknych i urokliwych. Takich, jak Barcelona. Opłacało się nie spać z nocy z niedzieli na poniedziałek, opłacało się wsiadać o 4 rano do pociągu i jechać na samolot. Opłacało się wydanie prawie że ostatnich pieniędzy tylko po to, by spacerując po wąskich, urokliwych uliczkach, nucić pod nosem "Barcelona - such a beautiful horizon".

Z krótkiej, acz treściwej podróży przywiozłam 10 gigabajtów zdjęć i prawie dwie klisze do wywołania. Chyba za dużo. Ale nie mogłam się powstrzymać. Obrabiam zdjęcia i oczami wyobraźni jestem 2 tysiące kilometrów stąd.

Było dużo śmiechu, moje trampki niosły mnie przez kilometry ulic w dzień i w nocy, zachwycałam się południowym stylem życia i po raz kolejny uświadomiłam sobie, że jestem zdecydowanie ciepłolubna. Nagle polska wiosna straciła urok, bo w Hiszpanii już jest niemalże lato. I wolno latające papugi ;)

Wrócę tam na pewno.



 






















C.D.N. ;)