Lubię nie musieć nic, spać cały dzień lub nie spać w ogóle. Lubię Slot za ludzi, za zupki instant, komary w namiocie, za sam fakt posiadania namiotu, za deszcz i za słońce, za Art Katedrę, Gafę i Wirydaż, za kuglarzy. Jestem tu od 2006 roku i widzę, ile się zmienia, co roku jest inaczej, a jednak gdy się tam jedzie, to wiadomo, że zawsze będzie tak samo dobrze. Lubię tu być, po prostu:)
Ostatnia partia zdjęć ze Slotu. Tor do ślizgania się na desce, dwie rampy, trening na ledowych poikach. Ciastko, karmel, czekolada! Dla niewtajemniczonych: slogan ten krzyczy się na Slocie. Najlepiej na polu namiotowym około godziny 4 rano. Od czterech lat ciągle trzyma :)
Przywiozłam ze Slotu 16 GB zdjęć. Wszystko chciałabym opublikować. Mam same miłe wspomnienia i liczba zdjęć, które się tu pojawiały przez ostatni tydzień, jest tego dowodem. Tak trochę wierzę w karmę. Musiałam zrobić jakiś naprawdę dobry uczynek, skoro szczęście wraca do mnie w zdwojonej ilości.
Dziś trochę ćwiczyłam poi. Do ideału daleko. Szkoda, że nie można nauczyć się wszystkiego w jeden dzień. Ale z drugiej strony trening wzmaga szacunek do własnych wysiłków :) i jak napisał kolega Zawisza, pierwszy krok do nauki to ból. Dziś obiłam sobie plecy.
Podoba mi się, że na Slocie można usłyszeć naprawdę różną muzykę, a na dużej scenie jest miejsce dla każdego artysty. Pozytywna mieszanka, gdy najpierw słyszysz reggae, później rytmy orientalne, by na końcu poszaleć przy rockowych kawałkach. I tak jednego dnia sfotografowałam wokalistkę zespołu Naaman, Nadię, która rozbujała mnie w reggae'owych rytmach, jak i wspaniałe dziewczyny (ok, chłopaki też ;)) z Dikandy, które absolutnie trafiły w mój gust. Grają cudownie. Pochodzą ze Szczecina, ale przeklikując się przez kolejne kawałki na YouTube mam wrażenie, jakbym słuchała zespołu z dalekiego wschodu.
To nie koniec zdjęć ze Slotu. Działo się tyle fantastycznych rzeczy, że nie sposób zmieścić tego w jednym wpisie.