Jak zwykle wszystko na wariackich papierach, na ostatnią chwilę, z ciągłym przeczuciem, że na pewno czegoś zapomniałam spakować. Jestem przekonana, że czegoś nie zabrałam. Ale co tam :) tegoroczne święta spędzam nad morzem (10 godzin w pociągu, hell yeah!). Jest zimno, wieje, jeszcze chwilę temu prószył śnieg. I wszystko to schodzi na drugi plan, bo wielkanoc będzie dla mnie po prostu zwykłym chilloutem, jakim chyba jeszcze nigdy nie była, bez zastawionego stołu, bez kurczaków i zajęcy. Zapakowałam książki, nadrobię w końcu zaległości, wyśpię się. Czego i Wam wszystkim życzę :)
Zdjęciowo natomiast powspominam jeszcze trochę Barcelonę, nadal analogowo, kliszą wypstrykaną w całości ostatniego dnia. Okolice Plaça de Catalunya i piękna pogoda...




































