03 lipca 2011

Social Media Day, blogerzy vs dziennikarze. O co tyle szumu?

W czwartek miałam okazję być na kolejnym spotkaniu z cyklu Social Media Day. Tym razem temat dotyczył blogerów - czy są piątą władzą? Moim zdaniem nie są. Ale od początku.

W kwestii organizacyjnej - nie rozumiem trochę zapraszania na tego typu spotkania garstki polskich blogerów, którzy wypowiadają się za ogół. Cenię sobie Maćka Budzicha, lubię czasem zaglądać do Kominka czy Kurasińskiego, ale nie uważam, by tych kilka osób mogło pełnić rolę "przodowników" polskiej blogosfery. Szkoda, że tylko Mediafun podczas prezentacji zauważył, że w polskiej sieci istnieją również inne blogi. I szkoda, że nie zaproszono na przykład autorek blogów Moje Wypieki, Szafy Sztywniary, Pikseli. Jestem pewna, że wniosłyby do dyskusji świeże, nie branżowe spojrzenie na blogowanie i tak zwane "wpisy sponsorowane". 

Również w kwestii reklam i "sprzedawania się" blogerów. Dziwi mnie trochę fakt, że jeśli mówimy o zarabianiu na blogach, zawsze wymieniamy Budzicha, Gadzinowskiego, Kurasińskiego czy Kominka. A nikt nie wspomniał o tym, że na przykład Fashionelka wyciąga z bloga pensję równą średniej krajowej albo i wyższą, że wiele modowych blogerek to zacięte negocjatorki w kwestii stawek za kampanie, że zarbiają na swoich "biznesach" naprawdę nieźle. Co zauważają przecież też czytelnicy, choć w części przypadków jeszcze nie spotkałam się z zarzutem utraty niezależności. Powołuję się akurat na szafiarki, bo te blogi znam najlepiej, niemniej jednak sądzę, że i na blogach kulinarnych, ale także na motoryzacyjnych (case Blogomotive) czy podróżniczych, pojawia się równie sporo reklam. Czemu nie mówimy o nich, tylko w kółko o Kurasińskich czy Budzichach? Dla jasności: to nie zarzut, tylko raczej sugestia, by w przyszłości na podobne spotkania zapraszać bardziej różnorodne osoby, które mogłyby odświeżyć spojrzenie "branży" na blogosferę. Swoją drogą, można by też dzięki temu uniknąć zarzutu "kąpania się w ciągle tej samej wazelinie".

Co do samej debaty, to przyznam szczerze, że w pewnej chwili już się pogubiłam. Dyskusja niezauważenie przeszła na temat śmierci "starych" i przyszłości "nowych" mediów. A chyba nie o to chodziło. W każdym razie, co już zauważył Paweł Opydo u siebie na blogu, dziennikarze mówili jednym głosem, podczas gdy każdy z blogerów bronił sam siebie. I - stety albo niestety - moim zdaniem w debacie wygrali dziennikarze. Może początkowe argumenty naczelnego Pressa, Andzeja Skworza mówiące o tym, że blogerzy zbyt się przejęli artykułem na swój temat nie do końca do mnie przemówiły, to jednak - całościowo patrząc - dziennikarze mnie przekonali. Co wcale nie jest oczywiste, bo stoję przecież po obu stronach barykady ;). Niemniej jednak, faktycznie, reklama na blogu, szczególnie jeśli mowa o wpisach sponsorowanych, bardziej mnie razi, niż artykuły sponsorowane w prasie. Może dlatego, że faktycznie za mediami stoi szereg instytucji, które pełnią funkcje kontrolne i prasa, czy portale nie mogą sobie na wszystko pozwolić, a blogerzy mają pełną samowolkę w kwestii reklam. Albo je oznaczą, albo nie, co wcale nie oznacza, że stracą zaufanie czytelników. Może panowie blogerzy zapierają się, że w ostateczności osądzą ich czytelnicy a nie instytucje, ale wystarczy spojrzeć na blogi szafiarskie chociażby, by stwierdzić, że w większości czytelnicy mają gdzieś opiniotwórczość autora. Jeśli można wygrać nagrody, to kij z tym, czy wpis jest reklamą, czy nie.

Wydaje mi się, że w trakcie debaty pominięto też jedną istotną kwestię, mianowicie PR. Nie każdy PRowiec rozumie pojęcie budowania relacji i zasypuje zarówno redakcje, jak i blogerów, reklamami. Jedni kasują, inni - bez większego namysłu - wrzucają. Z tym że tu na wiarygodności tracą zarówno dziennikarze, jak i blogerzy, którzy na taki PR dają się nabrać. Swoją drogą ciekawą miałam ostatnio rozmowę z jedną panią pracującą w PR :) Stwierdziła, że skoro w serwisie "śmiga" kampania jej klienta, za którą on słono płaci, to może wrzuciłabym jednak notkę prasową, nasza współpraca na pewno układałaby się wtedy znacznie lepiej.
I jak takie słowa potraktować? Jak groźbę? ;) 

W każdym razie, mam nadzieję, że jeśli za rok znów spotkamy się na Social Media Day, to zarówno od strony organizacyjnej, jak i merytorycznej, będzie znacznie lepiej. A tymczasem kilka moich przeokropnych zdjęć. Odwyk od lustrzanki in progress.









PS. Podczas spotkania wyświetlone zostały również fragmenty filmu "Blogersi" w reżyserii Jarka Rybusa (w końcu miałam okazję poznać osobiście, pozdrawiam! :)). Szkoda, że to jeszcze nie cały film, bo zapowiada się ciekawie. Bardzo spodobał mi się wątek blogerki z Azerbejdżanu, która pisze o sytuacji społecznej i politycznej w swoim kraju. Naprawdę, ciekawy wątek. Pozostałe - z Kominkiem, Mediafunek czy Jackiem Gadzinowskim trochę "letnie", ale mam nadzieję, że najciekawsze ujęcia jeszcze nie zostały pokazane. Poza tym duży plus za przebitki z budyniem ;) uśmiałam się. Mam nadzieję, że późniejsi widzowie filmu, którzy nie śledzą branżowych nowinek, też będą wiedzieli, o co z tym chodzi.

LemeLeme

Na razie lustrzanka poszła w odstawkę. Mały odwyk, zbieranie sił czas na zastanowienie się, po co ja właściwie te zdjęcia robię. A żeby nie było całkiem pusto na blogu - bawię się telefonem i możliwościami różnych ciekawych aplikacji.





07 czerwca 2011

Zachód słońca nad Oporowem

Idę ulicą i się uśmiecham :) mam mnóstwo energii. Spotykam na swojej drodze tak świetnych ludzi, że zamulanie w czterech ścianach byłoby grzechem. Poodkrywałam ostatnio trochę okolice mojego Końca Świata. Okazuje się, że pod nosem mam całkiem niezłą trasę biegową i piękne chaszcze, zwane parkiem. A stąd już tylko rzut kamieniem do Cmentarza Żołnierzy Polskich, z którego jest piękny widok na Oporów. I na moje okna na Krzykach ;) Mało tego! Po drodze można załapać się na piękny zachód słońca, a później wracać do domu brzegiem rzeki. 

Na razie przestałam nosić ze sobą aparat. Chyba potrzebuję odwyku, żeby całkiem nie wpaść w zdjęciową papkę. Poza tym noszenie mniejszej torby jest dużo praktyczniejsze ;) Dlatego zdjęcia z telefonu, całkiem niezłe, jak na komórkę :)


05 czerwca 2011

Europa na widelcu

Wrocławski rynek znów zapełnił się pysznościami. Piekielnie drogimi pysznościami ;) Dlatego również i w tym roku ograniczyłam się jedynie do piwa. Triumfy święciło piwo jabłkowe.













02 czerwca 2011

Krasnale wyprowadzają się do Poznania...

"I'm sorry, so sorry" ;)

Jeśli ten filmik to faktycznie oddolna inicjatywa, to jestem pełna podziwu dla pomysłu. Proste rzeczy są najlepsze, a jednocześnie najtrudniej na nie wpaść. A taka promocja miasta bardzo mi się podoba! Nawet na profilu Wrocławia na Facebooku został zalinkowany ten film. Można? Można. Krasnalom życzę miłej podróży :D