Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stadion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stadion. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2013

Krótka historia po meczu





Historia jest dość ciekawa. Zacznijmy od tego, że to mój pierwszy mecz piłki nożnej, na jakim kiedykolwiek byłam. Serio - nigdy nie pasjonowałam się rozgrywkami kilkunastu facetów biegających za piłką. Atmosferę związaną z dużymi wydarzeniami sportowymi uwielbiam, ale żeby tak sama z siebie śledzić poczynania wrocławskiej drużyny, to niekoniecznie. Wczoraj więc był pierwszy raz na meczu, na dzień dobry jako fotograf. Spanikowałam, przyznaję, ale chyba nie wyszło źle. W końcu po kilku minutach udawało mi się już nadążyć za piłką i szczęśliwie ani razu nie oberwałam i mój (a właściwie Wojtka) obiektyw też zszedł z murawy cało. Przyznam, że nawet mi się podobało i pewnie nie był to ostatni raz.

Ale nigdy, przenigdy nie chcę już wracać z kibolami w jednym, nocnym autobusie. Być rudą dziewczyną wśród czterdziestu facetów? No problem. Ale przysiada się do mnie chłopak, na bicu wielki tatuaż "thug live", rozpoczyna rozmowę: "widziałem cię z trybun, robisz zdjęcia, szłem do tego samego autobanu". W myślach przygotowuję już sobie rysopis sprawcy, który miałabym podać podczas ewentualnych zeznań. Jedziemy dalej - mój rozmówca przechodzi na tematy związane z rozwojem zawodowym. "Fajna dziewczyna to fajna praca, ale jesteś z gazety, czy z policji?!". Ani jedno, ani drugie, więc słyszę: "spoko, moja robota też jest fajna, w sumie, przy przewozie zwłok pracuję, he he". 

Przypominam sobie podstawowe chwyty z samoobrony, napinam mięśnie i rozpisuję w myślach strategię ciosów. W tym czasie mój rozmówca chwali się swoim oczytaniem - czytał "Samotność w sieci" kilka razy, poza tym interesuje się włoską mafią, nie ma w domu odkurzacza, a jego rodzice są zawiedzeni tym, na kogo wyrósł. Po tym monologu mogę wreszcie wysiąść i przesiąść się na ostatni dzienny tramwaj do domu.

Ale to nie koniec historii.

Okazuje się, niestety dopiero na pętli, że mój rozmówca i jego pięciu kumpli z lekkim zanikiem szyi jadą tym samym tramwajem i wysiadają na tym samym przystanku. Wysiadamy więc razem, a wesoła gromadka zagradza mi drogę. I tu następuje moment, w którym żałuję (a może nie?), że mój instynkt samozachowawczy trochę kuleje. Zamiast zrobić unik i w długą, słyszę we własnych ustach bluzg pomieszany z wściekłością i poirytowaniem. No bo bez jaj - jest późno, chcę do domu. Panowie zdziwieni, a mnie moje własne nogi prowadzą ku ucieczce. 

Być może nic mi nie chcieli zrobić. Być może po prostu chcieli pogadać, nie wiem, o literaturze na przykład, a mnie zupełnie bez sensu napędzał strach. Bez sensu ;)

08 lipca 2012

Queen! Rock in Wroclaw

Is this the real life?
Is this just fantasy?
Caught in a landslide, no escape from reality.
Open your eyes, look up to the skies and see.
I'm just a poor boy, I need no sympathy,
Because I'm easy come, easy go, little high, little low.
Anyway the wind blows
Doesn't really matter to me, to me.

Mama just killed a man

Put a gun against his head
Pulled my trigger, now he's dead.
Mama, life has just begun
But now I've gone and thrown it all away.
Mama, ooh, didn't mean to make you cry,
If I'm not back again this time tomorrow,
Carry on, carry on, as if nothing really matters.

Too late, my time has come

Sends shivers down my spine
Body's aching all the time.
Good bye, everybody, I've got to go
Gotta leave you all behind and face the truth.

Mama, ooh, I don't wanna die

I sometimes wish I'd never been born at all

(...)

Nie będzie innych słów, które tak mocno zapamiętam z tego koncertu. Naprawdę, retrospekcje z Freddiem z koncertu na Wembley i 40 tysięcy śpiewających gardeł na stadionie we Wrocławiu to... coś pięknego. Magia.

I możecie mówić, że to nie to samo, że to nie ten sam Queen, że "co tam robi jakiś Adam Lambert?". Dla mnie to bez znaczenia, żaden argument nie jest w stanie mnie przekonać, że nie warto było zobaczyć tego koncertu na żywo. Było warto, choćby po to, by usłyszeć tysiące ludzi śpiewających na cześć Freddiego.










Ciężko było się oprzeć, musiałam coś nagrać, choć jakość... no, to żadna jakość ;)




30 maja 2012

San Siro

Wikipedia twierdzi, że to największy stadion we Włoszech, jeden z największych stadionów w Europie, mieści się też w pierwszej dziesiątce na świecie. Być może ;) jak pisałam wcześniej, nie znam się zupełnie ani na piłce, ani na architekturze stadionowej. Moje pierwsze odczucie po zobaczeniu San Siro było jedno: masa betonu, co w tym pięknego? Nie podobał mi się zupełnie, nie rozumiałam, co może być fascynującego w oglądaniu stadionu. Nadal nie do końca rozumiem, ale zmieniłam nieco zdanie na temat piękna budowli. Zaczęłam robić zdjęcia i pierwsze co przyszło mi na myśl, to że stadion ten jest bardzo "rytmiczny".

To znaczy: w tych wszystkich betonowych palach (czy jak to się nazywa?), belkach, nawet w płocie, bramkach czy stojakach, jest dużo uroku, elementy są powtarzalne. A że ostatnio ubóstwiam symetrię czy wspomniane wcześniej rytmy, to uznałam, że San Siro to świetne miejsce do fotograficznych ćwiczeń. Poza tym surowy beton, jakkolwiek brzydki by nie był, stwarza ciekawy klimat i gdybym miała więcej czasu, to być może powstałaby w Mediolanie jakaś ciekawsza sesja. 

Cena za wejście i zwiedzanie stadionu to 13 euro.