Nigdy nie byłam na tak wspaniałym weselu. Muszę przyznać, że weselne klimaty nie są mi bliskie, łapanie welonu i te sprawy to dla mnie bardzo odległa bajka. Ale to bez znaczenia, bo największy wzrusz przychodzi w momencie, kiedy przed ołtarzem staje
przyjaciółka. Spłakałam się strasznie. W kościele, na weselu i na poprawinach.
Cudnie było. I Paulina z Kubą, i suknia, i niesforny welon, i to, że pół nocy z dziewczynami z panieńskiego przetańczyłyśmy w trampkach. Nikt mi nie powie, że czerwone trampki nie pasują do eleganckiej sukienki ;)