









Pod placem Solnym, w miejscu, gdzie znajdują się wejścia do miejskich szaletów, można wejść również do starych, poniemieckich schronów. To jedno z niewielu miejsc, gdzie schrony od czasu do czasu udostępniane są zwiedzającym (czemu to nie jest stała atrakcja turystyczna?). Zobaczyć można jedynie niewielki odcinek bunkra, chociaż widać, że korytarze ciągną się znacznie dalej. Jest ciemno jak w... schronie. Jest brudno, odnowione zostały jedynie niemieckie napisy (chyba że same z siebie tak dobrze się zachowały?), a ściany sobie niszczeją. Na podłogach wala się gruz, ze ścian wystają różne dziwne elementy, które czasem trudno zidentyfikować. Nie dziwię się też, że w tym miejscu powstały publiczne toalety, skoro udostępniona do zwiedzania część bunkra pełniła właśnie tę rolę w niechlubnych czasach swojej świetności. Istnieje tam nawet specjalny system wentylacji, co by się ludność cywilna nie zadusiła, a także punkt medyczny, gdyż istnieje podejrzenie, że pomieszczenia te pełniły również rolę tymczasowego szpitala.
Urban legends głoszą, że podziemny system korytarzy łączy się z podobnym schronem przy placu Nowy Targ, a nawet z podziemiami pod Wzgórzem Partyzantów. Chciałabym je kiedyś zobaczyć (czy miejscy przewodnicy mnie słyszą?;)).
Moja mama, po zobaczeniu tych zdjęć, opowiedziała mi dziś, że jak była dzieckiem, to jej rówieśnicy błąkali się po podziemnych korytarzach. Mieszkała wtedy przy Podwalu, na przeciwko Wzgórza, w starej kamienicy. Stamtąd ponoć, z piwnic, można było wejść do schronu. Piszę ponoć, bo mojej mamie z ciekawością do podziemnego świata nie było po drodze. A dziś ponoć wszystko jest dokładnie pozamykane. Chociaż? Może? Chciałby ktoś kiedyś spróbować coś znaleźć? ;)





























