Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Sowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Sowie. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2012

Off-road w Górach Sowich

Wyjazdy integracyjne mają to do siebie, że poza jedną wielką imprezą, można również spróbować rzeczy, których sama bym sobie nie zorganizowała. Tak też było z off-roadem. Nie mam prawa jazdy, więc swoje odsiedziałam na tylnym siedzeniu. Tyle jeśli chodzi o auta terenowe... Pozostali jednak zapewniali, że wrażenia za kółkiem nieziemskie, motoryzacyjny orgazm, muszę niestety uwierzyć na słowo i zacząć odkładać do świnki skarbonki na jakiś kurs.

Inaczej rzecz ma się z quadami. OK, nie poprowadziłam żadnego, ale trochę wiatru w zębach poczułam siedząc na miejscu pasażera i starając się nie wywinąć efektywnego fikołka w tył przy większej skałce. Choć, przyznam szczerze, spodziewałam się większego błota i telepawki, a tu się okazuje, że jazda po górach jest bardzo przyjemna.

Wjechaliśmy na Wielką Sowę, najwyższy szczyt Gór Sowich, popodziwialiśmy widoki. Pobluzgałam, że trzeba zsiąść z quada, wsiadłam do terenowego Nissana i podziwiałam widoki. To był świetny, intensywny weekend.










Na szczycie Wielkiej Sowy, zdjęcia z telefonu, kiedy mi aparat na chwilę zaginął w akcji ;)








10 lipca 2012

Pałac w Jedlince

Dolny Śląsk pełen jest zamków, pałaców, wszystkie niemalże zagarnięte przez Hitlera w czasie wojny. Pałac w Jedlince był miejscem, w którym mieścił się sztab budowy projektu "Riese". W momencie, gdy kończyła się wojna, Hitler już nie żył, w pałacu niszczono dokumenty związane z planami projektowymi.

Obecnie jedno z pomieszczeń w pałacu jest zaaranżowane na niemiecką pracownię. Mając świadomość, że to tylko kilka plastikowych kukieł za biurkiem, to i tak robi wrażenie. Ciary na plecach są.

Później piękna sala balowa, która dziś wygląda monumentalnie i dostojnie, nawet nie próbuję się domyślać, jak mogła wyglądać w XIX wieku. Patrząc w lustra żałowałam, że nikt nie wynalazł teleportera i czy innego zaginacza czasoprzestrzeni, który mógłby przenieść mnie do tamtej epoki na wielki bal w równie wielkiej sukni. Tak, jestem coraz starsza, a nadal mi bajki w głowie ;) pocieszam się, że obecnie na sali również można urządzić imprezę, i choć nie brzmi tak wytwornie jak bal, to może kiedyś będzie okazja.
















09 lipca 2012

Osówka. Podziemne miasto

Hitler miał wyobraźnię. Na Dolnym Śląsku miało powstać największe podziemne miasto. Projekt "Riese" jednak nie został ukończony. Pod górą Osówką, w miejscowości Głuszyca w Górach Sowich można zobaczyć kilka korytarzy, które miały ostatecznie być połączone z kompleksami pod Zamkiem Książ, gdzie miała znajdować się główna siedziba Hitlera. Zabrakło jednak czasu i rąk do pracy.

Oddając głos Wikipedii:
W zboczach gór wiercono otwory w skałach, które rozsadzano materiałami wybuchowymi. W ten sposób powstawały sztolnie i komory, które wzmacniano obudowami żelbetowymi. Całość była uzbrojona w potężne sieci infrastruktur drogowych, kolejowych, a także wodociągowych, kanalizacyjnych, telefonicznych i energetycznych.

W dokumentach III Rzeszy istnieją zapisy pozwalające ocenić rozmiar materiałów użytych przy konstrukcji kompleksu Riese. Między innymi na tej podstawie można sądzić, że dotychczas około połowa podziemnych korytarzy nie została odnaleziona.

Osówka
Podziemia zawierają m.in. trzy sztolnie, z których najdłuższa ma ok. 450 metrów. Jedna z nich posiada tamy z cegły, które utrzymują wodę w tunelu. Całkowita długość tuneli: 1700 m (6700 m²; 30 000 m³). Dwa obiekty są szczególnie interesujące: tzw. kasyno i tzw. siłownia. Są to duże naziemne obiekty o powierzchniach 680 m² i 900 m².











Pierwsze zdjęcie naświetlałam 20 sekund. Gdybym miała możliwość, użyłabym statywu. A tak, musiała wystarczyć skałka, którą zalewała woda. W podziemiach trudno uciec od wilgoci, mgły (którą widać dopiero przy użyciu lampy błyskowej) i pary, która pokrywa obiektyw. Po wyjściu z korytarzy zdjęcia miały naturalny blur jeszcze przez dobre dwie godziny, zanim obiektyw odtajał. W podziemiach jest zimno: około 6-8 stopni Celsjusza. Poza tym zaatakowałam głową skałę (bywa nisko) i gdyby nie kask, właśnie chodziłabym z bandażem.

Kilka lat temu bardzo fascynowały mnie podziemne legendy, opowieści o tym, gdzie można znaleźć bunkry czy schrony. Mając 18 lat biegałam po Wrocławiu z książkami i bawiłam się w odtwarzanie tras i weryfikowanie urban legends krążących po sieci, rozmawiałam też z ludźmi, którzy trochę więcej siedzieli w temacie niż ja. Ale cóż, jak to zwykle bywa, szybko przyszło, szybko poszło. Została bierna fascynacja i zanudzanie ciekawostkami o wrocławskich i dolnośląskich legendach mniej obeznanych w temacie.

Ale - cholera! - włóczenie się po podziemiach ma urok. Można własnymi rękami dotknąć historii, zastanowić się nad celem systemu korytarzy (dwukondygnacyjnych!). Na mnie robi to wrażenie. Plan jest taki, by w tym roku pojechać jeszcze przynajmniej w jedne podziemia w górach.