Wrocław zakończył sezon ogórkowy z przytupem, dziś dwie manifestacje w rynku, na jednej miałam okazję przez chwilę być. Na tej Narodowego Odrodzenia Polski. Setki facetów w dresach i kominiarkach, krzyczących, że są prawdziwymi Polakami. Trochę straszno.
Jestem w szoku, że pierwszy raz zdarza się sytuacja, w której internauci faktycznie ruszają tyłki sprzed komputera i idą protestować, zamiast tylko klikać na Facebooku. Tak, w szoku to dobre słowo. Tym bardziej, że odnoszę dziwne wrażenie, że jakieś 90 procent protestujących tak naprawdę nie do końca wie, przeciw czemu się buntuje. Ilu z nich faktycznie przeczytało ACTA? Życzyłabym sobie, choć to pewnie mało realne, by wiedzy na temat tego nieszczęsnego dokumentu nie czerpać jedynie z Kwejka i fejsa, bo większość zamieszczanych tam materiałów dość mocno mija się z faktami.
W każdym razie, jeśli mam możliwość, to nie opuszczam takich akcji, uwielbiam fotografować pikiety, manify, zgromadzenia, zawsze coś się dzieje, zawsze coś nieoczekiwanego. I zawsze wcisnę się gdzieś w sam środek, z którego trudno się wydostać. Tym razem utknęłam pod pręgierzem - miałam dobry widok na wszystkich uczestników, a w momencie gdy na Pręgierz wspięły się dwie osoby, nie musiałam przepychać się łokciami o zdjęcie. No, powiedzmy, że nie musiałam ;) Nakręciłam też parę filmików - ajfon to jednak przydatna rzecz.
Poszłam, popatrzyłam, pofociłam. Trochę skromna ta manifa, porównując do tej, która organizuje się w Warszawie. Swoją drogą szybko, baaardzo szybko, minął mi ten rok...
Wszystkie foty, które mi się w miarę udały (było tak ostre słońce, większość fot nie wyszła, buuu) znajdują się na zakurzonej Picasie.