Typowe wakacyjne dwa tygodnie skompresowałam odpowiednio dobrze. Udało się w dwa dni! Jeden weekend nad morzem i zaliczyłam chyba wszystkie nadmorskie atrakcje. Od zapchanego pociągu zaczynając (zapchanego - nie przesadzam, był Woodstock:)), na gofrach z bitą śmietaną i owocami kończąc. Zafundowałam sobie nawet gumę balonową z automatu dla dzieci, niebieską, smakowała okropnie.
Wróciłam będąc dobrze wysmażonym skwarkiem, a to dlatego, że na spontaniczny wyjazd nie wzięłam żadnego kremu z filtrem. Właściwie to w planach miałam podróż jedynie z zawartością damskiej torebki, ale szybko zweryfikowałam te plany żałując, że nie uda mi się wepchnąć do niej ręcznika.
I niesamowicie cieszę się, że jest ktoś taki jak Daria i Adam, którzy w czwartek otrzymują ode mnie SMS o treści "Jedziemy nad morze", odpisują "OK", a w piątek w nocy siedzimy już w pociągu. No, stoimy ;) pociąg.zip, zwany obieżyświatem, nad morze wiózł pół Polski. Na szczęście dowiózł też słońce - na złość wszystkim pogodynkom.






















tylko pozazdrościć - wyjazdu i towarzystwa :)
OdpowiedzUsuńa jak z noclegiem? znalazł się bez problemu na tak spontanicznym wyjeździe? ;))
OdpowiedzUsuńByl mały problem, głównie dlatego, że rzadko chcą wynajmować pokój na jedną dobę. W schronisku PTTK zaśpiewali nam 60zl od osoby za nocleg. Cóż :) ostatecznie udało się u jednej pani w mieszkaniu za 50zł. Taniej nie znaleźliśmy.
OdpowiedzUsuń