Byłam w szoku, gdy rano obudził mnie SMS od mamy - katastrofa lotnicza samolotu prezydenckiego. Natychmiast włączyliśmy telewizor. Reakcja podobna: to co będzie teraz? Trudno uwierzyć w taką tragedię, w której ginie tylu czołowych polskich polityków, wraz z parą prezydencką. Bardzo, bardzo mi szkoda Marii Kaczyńskiej, była z niej niesamowicie dobra kobieta.
To z jednej strony smutne i przygnębiające, z drugiej jednak okrutnie ekscytujące, że historia dzieje się na naszych oczach. Na maturze z WOSu tylko hipotetycznie zakłada się, jak wygląda organizacja państwa w takiej sytuacji. Dziś mieliśmy lekcję na żywo.
We mnie natomiast obudziła się reporterska dusza, możecie mieć mnie za "hienę", ale musiałam, po prostu musiałam pójść pod Pałac Prezydencki zrobić zdjęcia. Wepchać się do miejsca dla prasy i fotografować ludzi. Niestety, jak się okazało, mało było tam prawdziwych emocji. Oprócz kółka różańcowego, które szybko przegonili harcerze, ludzie w większości "odbębniali" znicze i szli na rodzinny obiad do pobliskich restauracji. Nie wszyscy, oczywiście, jednak takie przypadki się zdarzały. W zasadzie to nie wiem, czego oczekiwałam. Kilku emerytów się kłóciło, parę babć próbowało bojkotować harcerzy i siłą wpychać się na teren zamknięty, młodzi robili sobie foteczki na tle zniczy i kwiatów. Dziwny ten nasz naród.
Powstało dużo zdjęć. To tylko niewielki wycinek.
Całą resztę możecie zobaczyć jak zawsze na Picasie.