06 marca 2012
05 marca 2012
03 marca 2012
02 marca 2012
Powykrzywiany Wrocław
Ostatnio na jednym z serwisów dostałam uszczypliwy komentarz, że "prawdziwych zdjęć nie robi się ajfonem", że prawdziwe to tylko te z aparatu, lustrzanki, wiadomo. Komentarz dotyczył jednego z moich zdjęć, które pozwoliłam sobie podlinkować. Spytałam więc, co to są te "prawdziwe" zdjęcia. Bo jeśli takie, które można znaleźć na wystawach czy w albumach, to teoria, że prawdziwych nie robi się telefonem upada, choćby w obliczu najnowszej wystawy we wrocławskim Firleju (o TU można poczytać). No patrzcie, wystawa zdjęć zrobionych iPhonem! Toż to straszne. Nie doczekałam się odpowiedzi od uszczypliwego użytkownika, tak więc nadal nie wiem, czym są "prawdziwe zdjęcia" i w czym mój rozwalony telefon miałby być gorszy od aparatu, w chwili gdy jest okazja do uchwycenia ciekawego momentu.
A skoro nie wiem, to pozwalam sobie nadal bez skrępowania publikować na blogu zdjęcia zrobione iPhonem, bo wbrew pozorom telefon ten to niezła bestia jest i ratuje tyłek w nieoczekiwanych sytuacjach, gdy do damskiej torebki akurat nie zmieściła się lustrzanka z miliardem akcesoriów. I tak, w tym przypadku też ratował tyłek, bo akurat wracałam w sobotnie południe z imprezy i nie w głowie mi było myśleć o zabraniu z domu aparatu ;) Wiem, że są niedociągnięcia, ale nadal jaram się panoramami i Photosynthem.
Poza tym stałam się właścicielką nowego Canona (łiiiiiiiiiii!!!!), tak więc oczywistym chyba jest, że teraz będą na blogu zdjęcia z komórki? Kobieca logika.
01 marca 2012
Więc baw się, baw się póki czas
Więc baw się, baw się póki czas, na strunach los rozpięty nasz, i czasem góra, czasem dół i byle nie pozrywać strun, i byle nie pozrywać strun! Wysoko i nisko, daleko i blisko. Słodka żołądkowa, gorzka wódka czysta...
Niestraszna nam bomba i atomowy pył, tablice pierwiastków tłoczymy do żył, tak co dzień i co noc, zdychamy by żyć, żyjemy by zdychać, pijemy by żyć
Złowieszczo bez sensu znów kręci się tłum, świat za nim do granic, do raju w pizdu! Wszak stamtąd do boga jest bliżej, niż stąd, krew w żyłach tężeje ciskana pod prąd!
Czarne są dni i czarne noce, czy jest dziś szansa, jakiś dla mnie procent? Czy są tej gry jakieś reguły, czy wynik ktoś ustala z góry i czemu mucha nagle ożyła, przecież po tamtej stronie już była, czy to jest znak, nie będę zgadywał, kto dzisiaj kogo zdoła wykiwać
Kocham Leningrad. To już uzależnienie. Znam piosenki na pamięć, znam na pamięć dowcipy, a mimo to nadal mnie bawią i zanoszę się nieokiełznanym śmiechem siedząc pod sceną w Imparcie, kolejny raz oglądając duet Kiljan&Mars w klimatach dekadenckiej Rosji. Filmiki z youtuba linkowałam już dwa razy, za trzecim będą w końcu zdjęcia. Z racji tego, że udało nam się wyskakać pod sceną tylko jeden bis (coś publika była dziś niemrawa), po spektaklu szybko wskoczyłyśmy na scenę i gdyby nie stojący wokół ludzie, to zapewne nie miałabym oporów przed zaśpiewaniem (zawyciem?) "A gdyby tak się sponiewierać, że nie wiem z kim, gdzie, kiedy oraz za co?".
Cudownie jest, cuuudoooownieee...
Subskrybuj:
Posty (Atom)























