08 maja 2010

06 maja 2010

Chciałabym być teraz w jakiejś bajce

Gdzie byłyby tak nasycone kolory.

05 maja 2010

Przyzwyczajam się

Minusem mieszkania w rodzinnym mieście jest to, że na każdym kroku możesz spotkać kogoś znajomego. Przez ponad dwa lata mieszkania w Warszawie czułam się całkowicie anonimowa. Wiedziałam, że nikt mnie nie rozpozna, nie powie niespodziewanie "cześć", gdy ja akurat zasłuchuję się w muzyce, bądź mam ochotę po prostu siedzieć cicho. We Wrocławiu jest inaczej. Raz, że to mniejsze miasto, a dwa, że tych znajomych jednak trochę jest. Pół biedy, jak można udać, że się kogoś nie kojarzy, co w sumie jest przecież prawdopodobne. Lub też gdy inna osoba udaje, że mnie nie zna. Taka sytuacja mi odpowiada, bo jadąc autobusem nienawidzę rozmawiać. Mam chorobę lokomocyjną i jedyne, czego pragnę, to gapić się w okno i odliczać przystanki do końca podróży. Gorzej jednak, gdy spotyka się kogoś, do kogo wypada się nie tylko odezwać, ale i spytać "co tam?". Nie chodzi mi o to, że nie lubię rozmawiać ze znajomymi. Bo lubię, ale nie w drodze do lub z pracy/uczelni. A pracując we Wrocławiu całe dwa dni zdarzyła mi się podobna sytuacja już dwa razy. Tęsknię za anonimowością Warszawy :)

Mogłabym tu jeszcze napisać, dlaczego nowa praca mi się podoba, a dlaczego nie. Ale na razie nie napiszę, bo póki co po prostu nie wiem. Pierwszego dnia byłam zachwycona, dziś z kolei poczułam, że jestem strasznym żółtodziobem i tak wielu rzeczy jeszcze nie wiem. Jestem chyba najmłodsza i czasem nie wiem, czy to wszystko dzieje się naprawdę. Normalni ludzie w moim wieku myślą dopiero o praktykach (a i to między jedną a drugą imprezą), a nie siedzą za biurkiem w korporacji.

OK, koniec zrzędzenia. I tak nikt tego nie czyta :D Poza tym to fotoblog, więc wypada zamieścić zdjęcia. Dziś fotki mojego małego, futrzastego szczęścia.

04 maja 2010

In my place

Widok z okna. Na pewno jeszcze kiedyś się pojawi :) Proszę państwa, oto "wrocławski Manhattan" w obiektywie!

Wróciłam

Tu jestem.


Przez kilka dni miałam trochę przymusowy odwyk od internetu. Ale dzięki temu zobaczyłam, że nie jestem od niego aż tak uzależniona, jak myślałam ;) z ulgą czytałam książki po nocach, sprzątałam pokój, układałam wszystko na nowo. Zaszły duże zmiany, mam nadzieję, że na lepsze.