Po pół roku odkurzyłam Zenita i zaniosłam do wywołania kliszę. Byłam pewna, że film był zerwany, a ze zdjęć nic nie wyjdzie. Miła niespodzianka czekała mnie w zakładzie fotograficznym, gdy po wyjęciu kliszy w ciemni okazało się, że jest cała i zdrowa. A po wywołaniu i zeskanowaniu wyszło na jaw, że zdjęcia wyglądają w miarę przyzwoicie. W miarę ;)
Tak sobie myślę, że gdyby nie billboardy czy citylighty, Wrocław na tych zdjęciach mógłby wyglądać tak, jak 30 lat temu.





