Miłość do pociągów jest trudna, skomplikowana i naprawdę bardzo bezinteresowna. Nauczyłam się nie wymagać od polskich kolei niczego, poza w miarę stabilną jazdą po torach. Reszta to kwestia przyzwyczajenia, albo odcięcia się i niezwracania uwagi na niewygody, spóźnienia i awanturujących się współpasażerów. Słuchawki na uszy i zen, nawet jeśli jedzie się większość trasy na gapę, w dość dziwnej pozycji tuląc się do okna.
Jestem dzieckiem pociągów, co wielokrotnie powtarzam, i jeszcze mi się nie znudziło.