Bywa różnie.
Przeraża mnie czasem, jak mały jest Wrocław.
Dobra majówka nie jest zła. Nawet, jeśli nie siedzi się na grillu, ani nie spaceruje gdzieś w lesie w wypizdowiu górnym. Zrywanie bzu sąsiadom zza płotu o 6:30 rano też jest spoko, naprawdę.
I w tym całym bajzlu, po cichu, świętowałam sobie równe dwa lata, od kiedy znów jestem we Wro. Zdrowie.
(ul. Mennicza)
(mały pasaż niepolda)
No i zrobiłam się na rudo. W końcu. Teraz mój wredny charakter jest usprawiedliwiony. A zanim na łbie pojawił się rudy, przez 15 minut byłam wypłowiałą blondyną, na dowód załączam sweet focię w lustrze.






Jak zwykle świetne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńMam podobne odczucia co do Poznania - jestem tu piąty rok i powoli kończą mi się pomysły, gdzie iść, co zobaczyć, gdzie pospacerować... Chciałoby się zobaczyć coś nowego, ale WSZĘDZIE już byliśmy.
A majówka najlepsza jest taka, jak lubimy, nic na siłę :)
Dwa lata? Niemożliwe! Przecież jeszcze niedawno pracowałyśmy biurko w biurko :)
OdpowiedzUsuń