12 stycznia 2015


05 stycznia 2015

Skrzyczne


Nie nauczyłam się jeździć na desce - mój tyłek i nogi nie są kompatybilne z całym tym sprzętem, było mi zimno i ogólnie jakoś bez szału, ale nie zniechęcam się. Może po prostu nie trafiłam na czas, gdy tarzanie się w śniegu może sprawiać frajdę. W ogóle trudno ostatnio określić, co sprawiłoby mi największą frajdę. Spędziłam jednak czas w fajnym miejscu z fajnymi ludźmi, nie rozmyślając za dużo i po prostu odpoczywając, co w ubiegłym roku nie zdarzało się często.

To zabawne, ale odczuwam pustkę. Skończyłam swój cykl One Photo A Day i gdy 1 stycznia obudziłam się ze świadomością, że dzisiaj zdjęcia nie będzie, zrobiło mi się trochę przykro. Fajnie było mieć cel każdego dnia. Uświadomiłam sobie, że pamiętam niemalże każde zdjęcie, które zrobiłam w ramach cyklu i pamiętam okoliczności, w jakich powstało. Mimo że fotografowałam często pierdoły, czasem z konieczności, bo trzeba coś wrzucić, to jednak była to solidna nauka konsekwencji i pielęgnowania przyzwyczajeń. Cykl wciąż wisi na tumblrze i pewnie będę od czasu do czasu do niego wracać, a tymczasem mam w głowie pomysł na nowy cykl, który kiełkował od paru tygodni, aż w końcu wykiełkował, zapełniając noworoczną pustkę. Zdjęcia się robią, jeszcze tylko nie wiem, w jakiej formie będę je publikować, i czy w ogóle będę. Ta kwestia zostaje póki co otwarta, ale zastanawianie się nad nią sprawia mi przyjemność, więc pewnie jeszcze trochę sobie o tym pomyślę.


Trochę myślałam też o postanowieniach noworocznych i przyznam, że mam z nimi problem. Formuła, która sprawdzała się dwa lata temu, dziś wydaje mi się już wyczerpana, szukam więc czegoś nowego. Przeczytałam ciekawą myśl, że angielskie słowo "priority" przez całe stulecia, od XV wieku poczynając, występowało w liczbie pojedynczej, dopiero w XX wieku zaczęto mówić "priorities", co świadczy trochę o naszych czasach (tu oryginalny tekst). Gdyby się zastanowić, to faktycznie, rzadko kiedy mówimy o priorytecie, wszechobecne są priorytety. Czyli nie skupiamy się na tym, co najważniejsze, tylko mamy kilka głównych celów, ale żadnemu nie poświęcamy 100 procent czasu. Zastanawiam się, czy potrafię wskazać jeden obszar, czy też jedną rzecz, która byłaby dla mnie najważniejsza i to jej podporządkowałabym wszystkie inne sfery swojego życia? To trudne, ale chyba wiem. W tym roku najbardziej chcę dbać o zdrowie - psychiczne i fizyczne. Ten jeden aspekt ma wpływ na wszystkie inne, wydaje mi się najistotniejszy, bo gdy jesteś zdrowy, masz więcej sił na pracę, rozrywkę, dodatkowe aktywności. Bez zdrowia wszystkie te aspekty przestają być istotne, nie sprawiają radości. Gdy to piszę, czuję się bardzo staro i dojrzale i oczami wyobraźni widzę siebie jako zrzędzącą babę, ale tak, chyba nadszedł czas, by postanowieniem noworocznym nie były podróże, tylko dbanie o ciało i duszę. Podróże i inne rozrywki mogą być elementem tego dbania, ale nie będą priorytetem.

Skoro już pozrzędziłam, to może czas wziąć się do roboty. Zamierzam upiec sama chleb :D i będzie pyszny!

01 grudnia 2014

Night stories

 

12 listopada 2014

Tu zawsze jest pięknie

 

Złapać oddech.

24 października 2014

Jak powinna wyglądać podróż idealna?

Dużo zwiedzania, ciekawych miejsc, poznanych ludzi, czy może bardziej skromnie - zaszycie się gdzieś pośrodku niczego? Zawsze, gdy wyjeżdżam, zadaję sobie pytanie, co chciałabym na miejscu zobaczyć. I jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się, żebym potrafiła na początku określić, gdzie chcę koniecznie zajrzeć. Nastawiam się na przypadek, choć wcale nie uważam, że to najlepsza opcja. Niespodzianki są super, ale brak planów sprawia, że często omija mnie sporo rzeczy, o których nie wiem, a mogłabym wiedzieć, gdybym przed podróżą poczytała trochę o miejscu, do którego jadę.

Na początku października odwiedziłam Budapeszt. Nie wiedziałam o tym mieście nic więcej, niż parę podstawowych informacji. Nie zgubiłam się, zobaczyłam chyba większość tak zwanych punktów obowiązkowych, wymoczyłam się cały dzień w termach, piłam węgierskie wino i spacerowałam zupełnie nieturystycznymi szlakami. Zaliczyłam zatem chyba wszystko, co w czasie tak krótkiej podróży można zaliczyć i doprowadziło mnie to do wniosku, że wszystkie europejskie stolice wpisują się w jeden schemat. To nic odkrywczego, oczywiście. Ale chyba nie chcę zwiedzać więcej miast, a przynajmniej na pewno nie poświęcać im aż tyle czasu. W każdym mieście są miejsca typu "must see", starówka, rynek lub zabytkowe centrum, najczęściej pięknie odrestaurowane, spacerowe, z mnóstwem sklepików i mnóstwem turystów. W każdym mieście znajdzie się zabytek nieco dalej od centrum, ale też warty uwagi. W każdym mieście są parki, w tym jakiś jeden szczególnie piękny, który warto zobaczyć. W każdym mieście znajdziemy również mniej turystyczne miejsca, z hipsterskimi knajpkami, pubami, miejscami artystycznymi, które odstają nieco od przewodnikowej sztampy. I to wszystko jest w porządku, ale ja już nie chcę odwiedzać takich miast. Mieszkam w takim mieście i mam to na co dzień. Zabytki mnie nigdy jakoś szczególnie nie kręciły. Muzea lubię, ale odwiedzam je bez większej euforii. Nie cierpię tłumów w takich miejscach. Alternatywne knajpki też są super, ale nie muszę lecieć za granicę, żeby wyjść na miasto napić się piwa. W Budapeszcie odkryłam, że zwiedzanie kolejnych miast nie jest tym, czego szukam i czego oczekuję od podróży. 

Tym, co mnie obecnie najbardziej kręci, jest natura. Bardziej tęsknię do norweskich fiordów, niż do sztokholmskiej architektury. Bardziej chcę łazić po szkockich czy rumuńskich górach, niż przemierzać ulice Paryża czy Berlina. Zamiast ulic handlowych i sterty sklepów z pamiątkami, wolę małe targowiska i lokalne sklepiki. Mój dotychczasowy sposób podróżowania uniemożliwiał zwiedzanie mniejszych miasteczek. Brak dłuższych urlopów, jednorazowe strzały w postaci spontanicznych zakupów biletów lotniczych, szybkie jednodniówki... Teraz chcę inaczej. 

Marzę o tygodniu na północy Norwegii i zobaczeniu zorzy polarnej, marzę o przemierzaniu pociągiem Szkocji i zanurzeniu stóp w Loch Ness, marzę o złażeniu wzdłuż i wszerz Siedmiogrodu. To moje trzy małe plany na podróże za granicą, które wcale nie są aż tak dalekie od realizacji. Mam też parę planów na Polskę. Chcę przejść całe Karkonosze szczytami gór, chcę odwiedzić Ponidzie i zajrzeć po wielu latach w rodzinne strony mojej babci, chciałabym w końcu zrealizować plan jeżdżenia przez cały weekend pociągami po Polsce - od Tatr po morze w dwa dni, chciałabym się nauczyć jeździć na desce. To ostatnie zrealizuję całkiem niedługo :) przedostatnie być może też.

Jeszcze tylko nie wiem, czy znajdę towarzystwo do tych wszystkich "chciałabym". Może znajdzie się ktoś, kto chciałby zobaczyć te same miejsca.

Tymczasem pozdrowienia z Budapesztu :)