W niemalże samym środku wrocławskiego Trójkąta Bermudzkiego, w podwórkach, za bramami, znajduje się budynek starej fabryki papieru. A właściwie ruina. Porozwalane cegły, pourywane okna, stos drewna i kilka skarbów na podłodze, choćby w postaci starych butów. Na ścianach jeszcze kalendarz z 1997 (pamięta pewnie wielką powódź), stary telefon, rozbite lustra i kurz, mnóstwo kurzu. Uwielbiam takie miejsca i chociaż fotografowanie starych kamienic i ruder już mi się znudziło, to nie mogłam sobie odmówić. Również dlatego, że obecnie Stara Papiernia to teren budowy, a właściwie rozbiórki. Za kilka dni wjedzie tam odpowiednia maszyneria i rozpocznie się odnawianie budynku, gdzie stanie Nowa Papiernia. Lofty na Trójkącie. Ciekawe ;)
Co mnie sprowadziło w to dziwne miejsce? Raz - ciekawość. Dwa - warsztaty. Całą sobotę spędziłam słuchając opowieści Tomasza Tomaszewskiego, jednego z najlepszych fotografów, który mówił o pracy fotoreportera w National Geographic, wyczekanych kadrach i tego, czym dla niego jest fotografia. Było inspirująco.
Moja refleksja "na gorąco"? Cudze chwalicie, swojego nie znacie - ta myśl przyszła mi do głowy dziś podczas warsztatów i spaceru ulicą Mierniczą. To ulica usłana XIX-wiecznymi kamienicami, piękna, trochę majestatyczna, a jednocześnie tak bardzo przyziemna, gdy podziwiając od góry piękną architekturę, trafiasz nagle na monopolowy, a pod nim na społeczność lokalną, w której żyłach już od rana płyną procenty. Ot, uroki Trójkąta. Jest tam pięknie, warto zobaczyć tę okolicę, choć zaglądanie w podwórka może rozczarować. Ale zarówno Tomaszewskiemu, jak i Trójkątowi, poświęcę osobne notki :)