






Wakacje kończę koncertowo. Scorpions dali czadu. Nawaliła trochę pogoda, dziwna była organizacja, za dużo Solidarności, ale kto by o tym myślał, gdy można sobie zanucić w głowie "Here I am rock you like a hurricane" i pobujać się do "Send me an angel".










Rzadko fotografuję koncerty, muszę poćwiczyć rozpychanie się łokciami. Przydatna umiejętność. Standardowo nie umiem się też zdecydować, czy wolę czarno-białe czy kolorowe zdjęcia. Wrzucam obie wersje, obecnie bardziej podchodzi mi kolor. Tak, jestem na świeżo po koncercie. Próbuję oduczyć się obrabiania materiału zaraz po zrobieniu zdjęć, ale to bardzo ciężkie w momencie, gdy łatwo narobić sobie zaległości. No i wypada wysłać jak najszybciej do redakcji. Jest więc godzina 4:43, 1 września 2012 roku, a ja siedzę półprzytomna przed laptopem. Lepszego początku miesiąca nie można było wymyślić ;)






