Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paryż. Pokaż wszystkie posty

25 września 2012

Paryż po raz ostatni















Następnym razem w podróż biorę analoga. Mniejszy problem z wyborem zdjęć, większa pokora i okiełznanie tego, co chciałabym pokazać na blogu. Przy 10 GB zdjęć mam ochotę pokazać wszystko, chociaż przecież jaki Paryż jest, każdy widzi bądź widział, w sieci przecież pełno zdjęć. Ale mam wciąż wątpliwości co do formy, jaką powinien mieć ten blog. Zrodził się z chęci pokazywania mojej zwykłej codzienności, ewoluował gdzieś w stronę fotobloga, w którym publikuję moje bardziej zaangażowane zdjęcia. Muszę się więc zastanowić, jaką formę chciałabym tu pozostawić.

Wracając do Paryża... albo, no cóż, nie wracając ;) chyba prędko nie obiorę go jako kolejny cel wyjazdowy. Wiem, że byłam w tym mieście bardzo krótko. Ale nawet w trakcie tak krótkich pobytów można sobie wyrobić pewną opinię na temat danego miejsca. Dla mnie Paryż jest przewidywalny. Książkowy wręcz. Może to kwestia różnych stereotypów, które wokół Paryża krążą, i które w mniejszym lub większym stopniu znalazły swoje potwierdzenie na miejscu (tak, Francuzi nie mówią po angielsku, chyba specjalnie). Niech będzie, że to miasto miłości, ale ta kiczowata miłość się aż czasem przelewa (w tym miejscu przypomniało mi się, jak mój nauczyciel angielskiego wspominał, że się na wieży Eiffla oświadczył).

Paryż to miasto ładne, zadbane (poza smrodem w metrze), ale jakbym je miała scharakteryzować, to bym powiedziała, że nie wygląda na spontaniczne. Jest ułożone, porządne, grzeczne. Albo za mało widziałam. Jeśli mnie ktoś przekona, że Paryż faktycznie kryje więcej niespodzianek - z chęcią je zobaczę. Póki co, w moim prywatnym rankingu, króluje nadal Barcelona.

A za cel na kolejną podróż obrałam Sztokholm (październik, dwa bilety lotnicze kupiłam za 4 zł :D) i czeską Pragę (listopad). Później chciałabym zobaczyć Rzym, Londyn i Berlin, a następnie ruszyć gdzieś na Wschód. Tanie loty ♥

24 września 2012

Charlène


Charlene to koleżanka Darii. Mieszka w Paryżu, pracuje w restauracji na dachu hotelu Raphael. Codziennie ma widok na panoramę miasta z łukiem triumfalnym na czele (i wieżą Eiffla też, choć obecnie nieco zasłoniętą). Jej pewnie widok biało-szarego miasta już spowszedniał. Na nas jednak zrobił ogromne wrażenie, podobnie jak hotel, w którym czułyśmy się wyjątkowo obco. Nie dla nas jednak pięć gwiazdek ani luksusowy wystrój. Ciasna kawalerka przy metrze była wystarczająca ;)

21 września 2012

From Paris with love

Lubię spacerować ulicami miast, których nie znam. Poznawać zakamarki, gdzie turyści nie docierają. Obserwować ludzi, przypatrywać się studentom, jak są ubrani, co czytają w metrze. Czuję się wtedy, jakbym trochę podkradała czyjąś przestrzeń. Miłe uczucie, bo zwykle ta przestrzeń okazuje się być przyjazna i otwarta.

Dwa dni w Paryżu to mało. Wróciłam dziś i piszę już spod własnej kołdry, czując, jakbym nigdzie nie była. Jakbym nie wysiadła trzy godziny temu z samolotu. A jednak - oglądając zdjęcia (jak zawsze, na świeżo) spaceruję ulicami raz jeszcze. Raz jeszcze jem quiche w parku (i bagietę na skwerku koło metra Bastille ;)), raz jeszcze odwiedzam dzielnicę gejów i lesbijek, Moulin Rouge, piję kawę w jednej z kawiarni, gdzie kelnerką jest Polka, wjeżdżamy na dach pięciogwiazdkowego hotelu, gdzie pracuje Charlene, raz jeszcze zaczepia nas francuski żul... mówiący po polsku.

Paryż to zlepka wielu kultur, świetnego street-artu i pięknej architektury, za co już lubię to miasto. Ale jednocześnie to miasto ścieków i naprawdę nieziemskiego smrodu w metrze. To też miasto ludzi, gdzie niewiele osób mówi po angielsku. A jak już odpowiedzą po angielsku, to i tak wplączą kilka francuskich słów. Na lotnisku na przykład.

A! I przeuwielbiam nazwę stacji metra - Champs Elysees Clemenceau. Mogłabym ją wymawiać na okrągło, szczególnie ostatnie słowo. Jest przeurocze :D




















 















PS. Bilety lotnicze kosztowały mnie całe 24 złote. W obie strony ;)