Nie sądzę, by wrocławska Solidarność zaprosiła go jeszcze na jakiś koncert. Po wstępie "mam nadzieję, że S płaci renty, jak nie, to kiepsko" chyba zamknął sobie drzwi do kolejnych imprez wROCK for freedom. Ale zaśpiewał dobrze. Dobrze, czyli bez szaleństw, bez większego entuzjazmu. Po prostu był na scenie, chyba nawet nie udało mu się porwać publiki. Może poza utworem "Ostatnia nocka". Piszę chyba i może, bo część koncertu przesiedziałam pod parasolem za sceną. Takie to były emocje ;)






