Krasnale wrocławskie można lubić. Albo i nie. Mi są w sumie obojętne. Są - jest fajnie, nie byłoby ich - też fajnie. W każdym razie zawsze nieco dziwiło mnie to poruszenie wśród turystów, którzy widząc na przykład Syzyfki, robią sobie z nimi całą sesję zdjęciową. Te małe cholerstwa mnie nieco drażnią, przyznaję. Ale inaczej jest z krasnalami przy Teatrze Lalek. To już inna bajka. Dosłownie! Agnieszka pożyczyła mi książkę, o tajemniczym tytule "Sekretne życie krasnali w wielkich kapeluszach". I przyznam szczerze - dawno nie czytałam równie optymistycznych opowiastek. Krasnale w książce są odzwierciedleniem tych przy fontannie przy Teatralnej. I jakoś tak... nie wiem. Zapałałam do nich dużą sympatią po lekturze :) Polecam zdecydowanie!
ps. To mój setny post na tym blogu! :)))
