Rozmowa.
Właściciel agroturystyki Wiśniowy Sad przez pół godziny opowiadał mi o historii gór, legendach, lokalnych kulinariach. Dzięki niemu stworzyłam sobie w myślach listę miejsc, które bardzo chciałabym odwiedzić. Karkonosze to wyjątkowe góry - oferują turystom klimat prawie alpejski, będąc jednocześnie łatwo dostępnymi.
Pan Witek wspominał, że wszystkie okoliczne chaty pozbawione były piorunochronów. Sam dziesięć lat temu zajął się XIX-wiecznym domkiem, które za niemieckich czasów musiało mieć coś, co chroniło go przed piorunami. Okoliczne domy miały mniej szczęścia. Pożary wybuchały tu często i z wielu pasterskich chat pozostało tylko kilka bud. Dziś, odremontowane, pełnią rolę schronisk. W miejscowościach na Pogórzu Karkonoskim część domów pełni dziś rolę agroturystyki, Wiśniowy Sad to właśnie jeden z takich ocalałych domów. Niewątpliwie trafił w dobre ręce.
W salonie ustawiona jest niewielka biblioteczka, a wśród książek znaleźć można między innymi historie Jeleniej Góry i legendy górskie. Jedną z nich, o złej księżniczce z Zamku Chojnik, opowiedział nam przemiły człowiek w trakcie spaceru na wspomniany zamek. Legendę o zemście Ducha Gór, podczas wyprawy na Śnieżkę w XVII wieku, wygrzebałam sama. Wniosek: nie przezywaj Ducha Gór, bo z powszechnie znanego, miłego, starszego pana z długą brodą, zmieni się w strasznego smoka i ześle gradową burzę. Tu ciekawostka: postać poczciwego Ducha Gór była pierwowzorem tolkienowskiego Gandalfa. Pan Witek jest kopalnią wiedzy.
Fotografia.
Przez całe dwa dni słyszałam zewsząd dźwięki migawki, które pozwoliły mi uwierzyć, że pasja wciąż głęboko siedzi w ludziach, a ja z ich pasji mogę uszczknąć co nieco dla siebie. Odechciało mi się budowania portfolio. Odechciało mi się zleceń. Fotografia jest nadal tylko i wyłącznie dla mnie, a nie dla pieniędzy. Niekończące się rozmowy i wymiana doświadczeń to bardzo cenna rzecz. No i samo spotkanie było szalenie budujące - udowodniło, że ludzie, którzy nigdy wcześniej nie widzieli się na oczy, mogą rozmawiać do nocy i niemalże ryczeć przy pożegnaniach. I to wszystko #zgóramiwtle.
Naprawdę nie znaliśmy się wcześniej, a jednak było rodzinnie i dominowało poczucie, że znamy się od lat. Może to magia miejsca, może odpowiednie osoby, a może domowe ciasta i czekoladki z masłem orzechowym. W każdym razie - po dwóch dniach czuję się wypoczęta jak po tygodniowym urlopie.
Pamiątki.
Pan Witek zachęcił mnie do spróbowania Likieru Karkonoskiego.
"Lecznicze nalewki były wytwarzane według ściśle tajnych, sprawdzonych receptur, które były przekazywane z ojca na syna. Tak samo jest z Likierem Karkonoskim - jest, jaki jest i nie pytaj o składniki. Jedno jest pewne - nie ma w nim sztucznych domieszek ani konserwantów. Likier Karkonoski ma moc 40% i dojrzewa w dębowych beczkach aż do uzyskania niepowtarzalnego aromatu."
Kupiłam i mam w domu na półce butelkę z wizerunkiem Ducha Gór. Straszy mnie procentową objętością lokalnego trunku. Dzięki temu już wiem, co będę pić za tydzień.
Komplement.
Spędziłam te dwa dni w rozciągniętym tiszercie i najcieplejszym swetrze, jaki znalazłam w szafie. Włosy w nieładzie, uwędzone dymem z zimowego ogniska. Na nogach górskie pantofelki wyglądające jak buty ortopedyczne. Tymczasem, mimo tego dość luźnego anturażu, usłyszałam jeden z najpiękniejszych komplementów w życiu, od zupełnie obcej mi osoby, która tak po prostu powiedziała mi, co myśli. To był dość przełomowy moment w ostatnich miesiącach, bardzo dla mnie ważny. Dziękuję.
W pociągu powrotnym siedziałam spokojna i skupiona. Czytałam książkę i nie przeszkadzało mi, że ktoś wyrwał hamulec i stoimy w polu. Pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają ;)
Właściciel agroturystyki Wiśniowy Sad przez pół godziny opowiadał mi o historii gór, legendach, lokalnych kulinariach. Dzięki niemu stworzyłam sobie w myślach listę miejsc, które bardzo chciałabym odwiedzić. Karkonosze to wyjątkowe góry - oferują turystom klimat prawie alpejski, będąc jednocześnie łatwo dostępnymi.
Pan Witek wspominał, że wszystkie okoliczne chaty pozbawione były piorunochronów. Sam dziesięć lat temu zajął się XIX-wiecznym domkiem, które za niemieckich czasów musiało mieć coś, co chroniło go przed piorunami. Okoliczne domy miały mniej szczęścia. Pożary wybuchały tu często i z wielu pasterskich chat pozostało tylko kilka bud. Dziś, odremontowane, pełnią rolę schronisk. W miejscowościach na Pogórzu Karkonoskim część domów pełni dziś rolę agroturystyki, Wiśniowy Sad to właśnie jeden z takich ocalałych domów. Niewątpliwie trafił w dobre ręce.
W salonie ustawiona jest niewielka biblioteczka, a wśród książek znaleźć można między innymi historie Jeleniej Góry i legendy górskie. Jedną z nich, o złej księżniczce z Zamku Chojnik, opowiedział nam przemiły człowiek w trakcie spaceru na wspomniany zamek. Legendę o zemście Ducha Gór, podczas wyprawy na Śnieżkę w XVII wieku, wygrzebałam sama. Wniosek: nie przezywaj Ducha Gór, bo z powszechnie znanego, miłego, starszego pana z długą brodą, zmieni się w strasznego smoka i ześle gradową burzę. Tu ciekawostka: postać poczciwego Ducha Gór była pierwowzorem tolkienowskiego Gandalfa. Pan Witek jest kopalnią wiedzy.
Fotografia.
Przez całe dwa dni słyszałam zewsząd dźwięki migawki, które pozwoliły mi uwierzyć, że pasja wciąż głęboko siedzi w ludziach, a ja z ich pasji mogę uszczknąć co nieco dla siebie. Odechciało mi się budowania portfolio. Odechciało mi się zleceń. Fotografia jest nadal tylko i wyłącznie dla mnie, a nie dla pieniędzy. Niekończące się rozmowy i wymiana doświadczeń to bardzo cenna rzecz. No i samo spotkanie było szalenie budujące - udowodniło, że ludzie, którzy nigdy wcześniej nie widzieli się na oczy, mogą rozmawiać do nocy i niemalże ryczeć przy pożegnaniach. I to wszystko #zgóramiwtle.
Naprawdę nie znaliśmy się wcześniej, a jednak było rodzinnie i dominowało poczucie, że znamy się od lat. Może to magia miejsca, może odpowiednie osoby, a może domowe ciasta i czekoladki z masłem orzechowym. W każdym razie - po dwóch dniach czuję się wypoczęta jak po tygodniowym urlopie.
Pamiątki.
Pan Witek zachęcił mnie do spróbowania Likieru Karkonoskiego.
"Lecznicze nalewki były wytwarzane według ściśle tajnych, sprawdzonych receptur, które były przekazywane z ojca na syna. Tak samo jest z Likierem Karkonoskim - jest, jaki jest i nie pytaj o składniki. Jedno jest pewne - nie ma w nim sztucznych domieszek ani konserwantów. Likier Karkonoski ma moc 40% i dojrzewa w dębowych beczkach aż do uzyskania niepowtarzalnego aromatu."
Kupiłam i mam w domu na półce butelkę z wizerunkiem Ducha Gór. Straszy mnie procentową objętością lokalnego trunku. Dzięki temu już wiem, co będę pić za tydzień.
Komplement.
Spędziłam te dwa dni w rozciągniętym tiszercie i najcieplejszym swetrze, jaki znalazłam w szafie. Włosy w nieładzie, uwędzone dymem z zimowego ogniska. Na nogach górskie pantofelki wyglądające jak buty ortopedyczne. Tymczasem, mimo tego dość luźnego anturażu, usłyszałam jeden z najpiękniejszych komplementów w życiu, od zupełnie obcej mi osoby, która tak po prostu powiedziała mi, co myśli. To był dość przełomowy moment w ostatnich miesiącach, bardzo dla mnie ważny. Dziękuję.
W pociągu powrotnym siedziałam spokojna i skupiona. Czytałam książkę i nie przeszkadzało mi, że ktoś wyrwał hamulec i stoimy w polu. Pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają ;)













Sprawczynią spotkania była niezastąpiona Aife. Dopięła wszystko na ostatni guzik, za co należą jej się wielkie ukłony!



























