Mogłabym zacytować Wikipedię, by krótko wyjaśnić, kim jest. Ale chyba nie chcę, ani nie muszę. Ponad 20 lat w National Geographic, wielokrotnie nagradzane fotografie, wspaniałe reportaże. Chyba nie muszę mówić, jak bardzo byłam w szoku, gdy dowiedziałam się, że będę mogła wziąć udział w warsztatach?
Tomaszewski opowiadał o pracy fotoreportera. O tym, jak przyszedł 27 lat temu do redakcji NG pokazać swój pierwszy cykl i jak został zrugany za chęć zmiany czegoś na zdjęciu. Nawet nie chęć, co po prostu wyrażenie żalu, że sytuacja w tej jednej, uchwyconej chwili, nie zadziała się inaczej. Ale w reportażach nie ma miejsca na zmiany, trzeba pokazać świat takim, jaki jest. Zmiana równa się kłamstwu.
Opowiadał również o podróżach, odwiedził 68 krajów i jasno zaznaczył, że fotografia powinna być ponadkulturowa. Zrozumiała dla wszystkich. Dlatego napisy na zdjęciach w lokalnym języku, jakkolwiek anegdotyczne by nie były, mogą być zupełnie bezwartościowe dla człowieka, który żyje choćby sto kilometrów dalej.
Zachwyciłam się reportażem z Indonezji, który w całości nie ujrzał jeszcze światła dziennego, ale być może niedługo zaistnieje w jakiejś publikacji. Zachwyciłam się również opowieściami o zjednywaniu sobie ludzi. Gdy chodzisz w jakieś miejsce przez rok, by poznać mieszkańców, oswoić ich ze sobą, rozmawiasz z ludźmi, zaglądasz im do domów, fotografujesz to, czego zwykły człowiek nie zobaczy. I smutno mi się zrobiło na myśl, że dziennikarstwo wyglądało kiedyś podobnie, a dziś kończy się na lakonicznych telefonach i e-mailach. Ale to taka dygresja. Chciałabym kiedyś właśnie w taki sposób zrobić reportaż, czy to fotograficzny, czy to pisany. Tomaszewski nas do tego namawiał. Za przykład podał ulicę Mierniczą we Wrocławiu. Samo centrum Trójkąta, tak zwane społeczne niziny, choć okolica niesamowicie urokliwa jeśli chodzi o architekturę. I chodzić tam nie przez tydzień, dwa, czy miesiąc, chodzić tam rok, dzień w dzień. Oswajać się z ludźmi, rozmawiać z nimi, zaprzyjaźnić się. Po roku masz materiał na piękny reportaż.
Podoba mi się również podejście Tomaszewskiego do ludzi. Że nie musisz pytać o zgodę na fotografowanie, jeśli widać po tobie, że jesteś uczciwy, nie jesteś hieną i fotografujesz z pasją. Że ludzie to czują, widzą pewność siebie i życzliwość do świata. Ale na wszelki wypadek warto być ubranym w białą koszulę - jest mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś do ciebie strzeli, jeśli akurat spacerujesz obok kogoś z karabinem ;)
Jest jednak kilka poglądów Tomaszewskiego, które ciężko mi pojąć. Jestem przedstawicielką innego pokolenia. Pokolenia z pogranicza gazet drukowanych i internetu, które dostrzega wady i zalety jednego i drugiego. Nie potrafię jasno i bezbłędnie ocenić - jak to zrobił Tomaszewski - że internet to zło i że tylko prasa drukowana niesie za sobą jakąś wartość. Media nie są wyłącznie czarne, albo wyłącznie białe. Chociaż może się mylę? Mało jeszcze świata widziałam, dzieciak jestem, ale w jakiś sposób dostrzegam, że gazety od dawna nie radzą sobie z nową rzeczywistością, a co za tym idzie, fotografie drukowane na ich łamach są dużo gorszej jakości. Ciężko mi również pojąć pogląd, że to źle, że fotografią może się dziś zajmować każdy. Co w tym złego? Jeśli kogoś stać na sprzęt, bo jest tani, a jednocześnie ma jakiś talent, to niech fotografuje. Jestem zdania, że dobra praca zawsze się sprzeda, a większa konkurencja tylko podnosi standardy, bo trzeba się naprawdę wysilić, by się wyróżnić. Nie rozumiem, dlaczego człowiek pokroju Tomaszewskiego, z bagażem doświadczeń, latami praktyki, tytułami i nagrodami nie uznaje powszechności fotografii. Malarze XIX-wieczni też nie uznawali, ale czy ostatecznie malarstwo zanikło na rzecz fotografii? Nie, tylko ewoluowało. Są zdjęcia i są fotografie. Niektórzy nigdy nie wzbiją się na ten najwyższy poziom - co też z uśmiechem, patrząc na nas, stwierdził pan Tomasz.
Jego pewność siebie mnie zabiła. Do tego stopnia, że patrzę na swoje zdjęcia i resztkami sił usiłuję sobie wmówić, by nie rzucać wszystkiego w cholerę i nie zajmować się hobbystycznie hodowlą pietruszki, zamiast fotografią. Powtarzam sobie, że nikt nigdy od początku nie był najlepszy, tylko trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. I uczyć się. I ćwiczyć ;)
A na zdjęciu Tomasz Tomaszewski właśnie, podczas tłumaczenia nam, dlaczego światło w fotografii jest tak ważne.
