Ostatni dzień maja świętuję okrągłym, 300. postem na blogu. Miło. Maj to również rekord wpisów w miesiącu, choć zupełnie niezamierzony. Mam zdjęciowe adhd i dużo się wokół dzieje. Po prostu :)
Chciałam się więc pochwalić prezentem, który dostałam od Ady. Nowy stary rower! Nie pamiętam, kiedy ostatnio jeździłam jednośladem. W podstawówce chyba. Później chciałam kupić jakiś używany, ale zawsze były ważniejsze wydatki, ogólny brak pieniędzy czy też problemy logistyczno-międzymiastowe. I tak błąkałam się dobre trzy lata z kupnem roweru. Aż pewnego dnia Ada oznajmiła, że chce się pozbyć swojego staruszka i czy bym nie przygarnęła. Pytanie!
Rower jest cudowny, ma jeden hamulec, niedziałający dzwonek i co najważniejsze - jeździ. Jak ogarnę kilka rzeczy, między innymi zniżenie siodełka, to zamierzam pruć dzielnie przez wrocławskie ścieżki rowerowe. Pięknie jest! :)

