





Powinnam zacząć dbać o wiele rzeczy. Ale kto zadba o mnie?
------------
Utopiłam Canona. Przez pierwsze dni było mi to niemalże obojętne - ot, no zdarza się. Aparat oberwał przypadkiem, ale rzecz nabyta, raz jest, raz nie ma. Wykaraska się z tego.
Wczoraj zaczął się stres. Bo Canon nadal nie oddycha i próby reanimacji niewiele dają. Dziś aparat wylądował w pudełku zaadresowanym do serwisu. Jeszcze nie zamówiłam kuriera.
Dopiero teraz czuję się jak bez ręki. A do tego nałożyły się też inne rzeczy - jak się ma coś zjebać, to najlepiej wszystko na raz. Moja głupota, w wielu kwestiach, zaczyna mnie boleć.
Mam nadzieję, że w serwisie go uratują. Trzymam za to kciuki.
OdpowiedzUsuńja też trzymam. o tak moooooooooooooooocno. będzie dobrze Ruda!
OdpowiedzUsuńMusi się udać ratunek, no musi. Ściskam kciuki. Ale masz naukę na przyszłość: nie zalewa się canona:)
OdpowiedzUsuńRównież mam nadzieję że uda się naprawić aparat.
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię doskonale,bez aparatu można czuć pustkę.
Zdjęcia bardzo klimatyczne.
Pozdrawiam! :)
O, rozumiem, bez aparatu ciężko. Trzymam kciuki za reanimacje.
OdpowiedzUsuńA z tym waleniem się to zawsze tak, że wszystko na raz. Niczym jakaś klątwa.