18 września 2012

Każdy plan można zmienić

"Lecz wolę życie bez planu."

Mam ostatnio dziwny czas, poczucie bezsensu mnie przerasta (uwaga, teraz będzie chwila na wynurzenia; w końcu jakby nie patrzeć to tylko zwykły blogasek). A może nie jest to "bezsens", co po prostu ludzka bezradność - wobec szarej codzienności. Nie mam satysfakcji ze swojej pracy. Zawsze w takich chwilach musi coś jednak pierdolnąć, że się tak kolokwialnie wyrażę, i zmotywować mnie do działania. Zawsze przeczytam jakąś inspirującą historię. Ktoś ze znajomych odniesie sukces. Zobaczę głupie zdjęcie koleżanki na fb, która mieszka w tak zwanym Wypizdowiu Górnym, prowadzi własny biznes i jest przeszczęśliwa. Frenczak zadzwoni żeby pobrzdękać na gitarze, Daria zabierze na bańki mydlane. Tyle mi wystarczy, by pomyśleć sobie "cholera, młoda, weź daj spokój. inni mogą, to ty też". I tak sobie pomyślę, uśmiechnę, i zaraz do głowy przychodzą mi różne pomysły.

Później opowiadam o tych pomysłach mamie. Że chcę jechać tu i tam, że studiować to i owo, a że może by tak biznes jakiś własny otworzyć, a może...? I tak peplam pół dnia mojej biednej mamie, a ona mi później mówi, że mi ciągle coś się we łbie zmienia. Planuję jedno, robię drugie. Ostatecznie tego nie kończę i zabieram się za trzecie. A w tak zwanym międzyczasie zdążę zaplanować czwarte, piąte i szóste. Jednego dnia wymyślam sobie, że fajnie byłoby studiować na przykład oceanografię i wertuję internet w poszukiwaniu informacji. Kolejnego dnia jednak wiszę nędznie na krześle z postanowieniem skończenia jakiegoś pożytecznego kierunku, coby mieć w życiu jakiś konkretny zawód, bo rachunki same się nie zapłacą. Nawet nie wiecie, drodzy Czytelnicy, ile kierunków w mych odmętach myślowych już studiowałam. A ostatecznie nawet jednego skończyć nie mogę.

Bo ja po prostu chyba nie wiem, co chcę robić, jak dorosnę. Pasję widzę w jednym, a pieniądze w drugim i jakoś mi się obie drogi jeszcze nie skrzyżowały. Pocieszam się, że dzieciak jeszcze jestem i mogę podejmować złe decyzje. Choćby dlatego, żeby uczyć się na własnych błędach i wyciągać wnioski (a jakby ktoś chciał się uczyć na cudzych błędach, to może na moim: naprawdę nie polecam socjologii osobom, które nie są ślepo wpatrzone w ten kierunek. a nawet jak są, to niech szybko zweryfikują swoje zainteresowania, wertując wcześniej kilka rozdziałów poświęconych teoriom socjologicznym).

Żyję więc sobie z dnia na dzień, planując dużo, myśląc dużo, zastanawiając się i kombinując. Działam trochę tu, trochę tam, ale traktuję to jak test. Idziesz do sklepu i masz 10 próbek perfum, bierzesz do domu, testujesz dwa tygodnie, po czym wracasz do sklepu i kupujesz pełne opakowanie za regularną cenę. W taki właśnie sposób dobieram sobie swoją życiową drogę. Zanim się zdecyduję na jedną - testuję kilka. Choć pewnie niejednego moje niezdecydowanie i rozrzut tematyczny doprowadzają do szału (mamo, przepraszam, kiedyś się ustatkuję, może nawet znajdę męża jak serce i rozum zaczną współpracować).

I tak od kilku dni towarzyszy mi piosenka Mozila, staroć jeden, ale kiedyś go Pachla na fb podlinkowała i siedzi mi we łbie. Bo każdy plan można zmienić. Zdrowie!

4 komentarze:

  1. jesssuuu.. to o mnie chyba pisałaś...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też się zdarza traktować tę piosenkę jak motto, chociaż częściej drugą połowę refrenu i słowa "i nigdy już nie wytrzeźwieję". Żyć, nie marudzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. chcialam pozdrowic i dodac ze mozna jesli sie chce tylko rusz z kopyta;) i paplaj bo z tego zawsze sie cos urodzi:)

    OdpowiedzUsuń