Lubiłam jarmarkowy kicz. Lubiłam - nagle mi przeszło. Nie wiem czemu, po prostu niedzielny tłum pchający się do waty cukrowej i oscypków skutecznie obrzydził mi to przedświąteczne szaleństwo na tyle, że jarmarku mam szczerze dość. Nagle cały ten bałagan stracił swój urok, choć przecież zawsze z dziecięcą wręcz radością przeszukiwałam kolejne stoiska w poszukiwaniu oryginalnych upominków. Teraz dziękuję, postoję. Albo przeczekam te święta.
I dla równowagi trochę pocztówek. Choć to chyba ostatnie takie pocztówkowe zdjęcia, kolejnych jarmarków nie będę ładnie traktować.







Bo ten jarmark trwa zdecydowanie za długo, bo ludzie są durni, że się tak pchają i żrą ten syf w bud po zawyżonej cenie. Też to żrę - ostatnio dałam 10 zł za pieczone kasztany - oczywiście, że swej ceny nie warte. Ale pamiętaj - kryzys jest, trzeba gospodarę napędzać, więc jarmark być musi, niech sobie ludzie dorobią. nas tam być nie musi:) mnie się ten jarmark już dawno przejadł, dobre w nim jest tylko to, że dobrze wychodzi na zdjęciach i jest dobrą ostatnią deską prezentowego ratunku:D
OdpowiedzUsuń