Pierwszy wpis mojego małego cyklu z Warszawą w tle. Za nieco ponad miesiąc miną dwa lata, od kiedy się stamtąd wyprowadziłam, a wciąż nie mogę powiedzieć, że pewien etap mam za sobą. Bo nie mam. Ciągle gdzieś ta Warszawa się przebija, wypływa na powierzchnię. Czuję, że jeśli się z nią nie rozprawię, to będzie się za mną wlec w nieskończoność. A chciałabym mieć w końcu wyrównane rachunki.
Oto więc Warszawa w moim obiektywie. Zupełnie inna niż w czasach, gdy chodziłam na weekendowe fotospacery w ramach rozrywki. Miasto jak każde inne, choć może dla mnie nieco bardziej smutne. Miejsca i ludzie.
Na pierwszy ogień - stacja Metro Centrum. Dlaczego? Bo tutaj pierwszy raz się zgubiłam, a żaden z przechodniów nie potrafił mi wskazać drogi. Nic mi nie mówiły tabliczki z napisem "Praga" czy "Żoliborz", choć przecież są bardzo intuicyjne. W sumie gubiłam się tu za każdym razem. W tłumie ludzi gubię się nadal.