




Być może dla niektórych to dziwne, dla innych normalne, ale lubię zatrzymać się na ulicy, oprzeć o ścianę i obserwować ludzi. A później przychodzi taki Frenczak i rozstraja mnie swoim genialnym, różowym dzwonkiem od roweru.
Robię sobie krótki odwyk od aparatu. Oszczędzam plecy - przynajmniej do weekendu.





