
Mieszkam pół roku w mieszkaniu, w którym nie zrobiłam jeszcze ani razu zdjęć. Pomijając pojedyncze urywki uchwycone telefonem, ani razu nie spojrzałam na tę przestrzeń fotograficznie. A jest przecież piękna. Nieidealna, czasem sprawiająca kłopoty, ale panuje tu spokój, jest przyjaźnie. To mieszkanie z duszą.
Lubię okolicę, w której mieszkam. Spacer z Nadodrza do domu zajmuje mi pół godziny. Nocnym autobusem wracałam tylko dwa razy. Parę kroków stąd stoi moje liceum, jest też sklep całodobowy, który jest zamykany przed północą, a zupełnie niedaleko mam górkę, na której piło się piwo po rozpoczęciu roku szkolnego. Niedawno sprawiłam sobie obrzydliwie urocze różowe firanki, a na ścianie mam kilka zdjęć wyciętych z gazet. Jakoś sobie tę przestrzeń udomowiłam i mimo ciągłego poczucia tymczasowości, jest mi tu dobrze i wracam tu z przyjemnością.
Będę wracać jeszcze przez dwa tygodnie, szukam niestety nowego mieszkania. Szukamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz