Niecała sekunda swobodnego spadania. A może pół sekundy, już nie pamiętam. W każdym razie - cała wieczność;) Nie wiem, kiedy do głowy przyszedł mi pomysł skoku, ale gdy tylko napisałam o nim Agnieszce, nie było odwrotu i obie wiedziałyśmy, że musimy spróbować. Strachu nie było. Panika pojawiła się tuż przed, stojąc na platformie, patrząc w dół, gdy wiedziałam, że zaraz będę tam lecieć. Nie masz czasu na ponowne przemyślenie swojej decyzji. Stoisz, patrzysz na panoramę Warszawy, potem w dół, znów na panoramę, znowu w dół. Ready, set, GO! Krok do przodu i znikasz.
Chciałabym powiedzieć, co się wtedy czuje, ale niestety nie bardzo pamiętam ;) lina, którą instruktor dopina do uprzęży, jest ciężka i od razu miałam wrażenie, że ściągnie mnie w dół. A może to tylko moje nogi były za bardzo z waty.
No i przeraźliwie wrzeszczałam, najpierw ze strachu, potem ze śmiechu.
No i przeraźliwie wrzeszczałam, najpierw ze strachu, potem ze śmiechu.
Pięknie jest! :D









Też tak chcę! Chociaż bałabym się jak cholera. A filmik zrobił mi humor na cały dzień:)
OdpowiedzUsuń