






Jest jedno miejsce we Wrocławiu, które mijam codziennie w drodze do pracy. Wesołe miasteczko. I wszystko jest pięknie, kolorowo i uroczo, ale tylko do pewnego momentu. Wesołe miasteczko stoi w tym samym miejscu od lat, być może dekady, albo i dłużej. Jest tam od zawsze. I stoi. Nie widziałam jeszcze, by ktokolwiek kiedykolwiek korzystał z karuzeli, by biegały tam dzieciaki. Mało kto się tam zapuszcza, samotna wyspa w centrum miasta. Nie jest to jednak miejsce opuszczone. Co jakiś czas karuzele się kręcą, światła migoczą, gra muzyka, ale co z tego, skoro cały ten cyrk jest dla nikogo.
I teraz pytanie: dlaczego wesołe miasteczko, mimo że jest miasteczkiem-widmem, stoi szmat czasu w tak atrakcyjnym punkcie miasta? Dlaczego nikogo to nie zastanawia? A jeśli zastanawia - to czemu nikt nie porusza tematu?
Krąży o tym miasteczku parę urban legends. Może ktoś je kiedyś zweryfikuje. Może - o ile nikt nikogo nie będzie stamtąd wyrzucał, tak jak mnie dzisiaj. "Bo proszę pani, tu się nie fotografuje."
Bo wesołe miasteczka to były dobre w małych mieścinach w latach 80., nie w wielkim mieście w XXI wieku. Chociaż znam osobiście babkę, która jeszcze parę lat temu zabierała swoją młodą do tego lunaparku. A i my nie dawniej jak w weekend wpadliśmy na pomysł, że można by się wybrać z przyjaciółmi, ich Ninę na karuzeli powozić.
OdpowiedzUsuńA Twoje foty są creepy i już widzę tego królika krwiożerczego w horrorze. Albo lepiej, u Lyncha. Jescze do niego kobietę z brodą i git.
A ten lunapark wrocławski to niechybnie jakaś pralnia brudnych pieniędzy jest:)
Były dobre 30 lat temu, a to jak stało, tak stoi. Obok teraz na miesiąc stanął lunapark "z prawdziwego" zdarzenia. Przejechałby się na jakiejś karuzeli, ale pogoda słaba. I z roku na rok coraz mniejsze te lunaparki, coraz mniej urządzeń, nawet koła młyńskiego nie ma. Ale moja ulubiona karuzela do porzygu jest, więc może jakoś zaniedługo skorzystam :D
UsuńI co do pralni - cśśśśś. To urban legend.
Z Twoich zdjęć wieje... mrokiem, tajemnicą, niepokojem. To miasteczko wygląda jak sceneria ponurego horroru, na końcu którego nikt nie uchodzi z życiem.
OdpowiedzUsuńw łodzi też jest takie. Jeszcze bardziej vintage'owe niż to nasze. A sczerze mówiąc wcale od tak dawno wcale nie stoi patrząc po historii miasta. Kiedys stało koło poczty a jeszcze wcześniej koło Hotelu Wrocław :) wydaje mi sie, ze paradoksalnie to miejsce nie sprzyja jego atrakcyjnosci. Bo ani tam dobrego dojazdu nie ma, pelno auto w poblizu, zadnej dzieciowo słodyczowej infrastruktuwy i poza tym slaba to atrkacja bawic sie w dzwiekach klaksonow, korkow i dymie prosto z rur.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia! 2 i 4-surrealizm i groza. Pozdrawiam Oleandra
OdpowiedzUsuńChyba wiem, o które wesołe miasteczko Ci chodzi, też nigdy nie widziałam tam ludzi. Takie opuszczone miejsca mają w sobie coś upiornego, co udało Ci się przedstawić na zdjęciach. Powiało grozą:)
OdpowiedzUsuńto jest jedno z dziwniejszych miejsc we wrocławiu jakie widziałem. kiedyś mieszkałem nieopodal i często je mijałem. tam się nigdy nic nie dzieje a jednak ktoś z "obsługi" zawsze tam siedzi... według mnie to jedna wielka atrapa. tylko w jakim celu?
OdpowiedzUsuń