18 grudnia 2012

Miłość po łotewsku, czyli rzecz o samotności

Spektakl, który zamyka Międzynarodowy Festiwal Teatralny "Świat Miejscem Prawdy". Spektakl smutny, chociaż w trakcie widownia co chwilę wybucha śmiechem. Bohaterowie to zwykli ludzie, żyjący na Łotwie, którzy pewnego dnia pukają do drzwi biura matrymonialnego. Szukają kogoś, z kim mogliby spędzić dotkliwą starość - wymagania mają niewielkie, chcą osoby, która będzie im towarzyszyć, porozmawia, ugotuje, ale też zapewni mieszkanie i drugą emeryturę. Zwykłe, ludzkie potrzeby. A jednak nas to śmieszy. Łotwa wczesnych lat 90., ubiór dość typowy jak na tamte czasy, spotęgowana nieśmiałość bohaterów i paniczne nieraz zachowania składają się na kilka naprawdę świetnych w odbiorze historii, sprawnie opowiedzianych, łatwych i prostych, i chyba właśnie przez to tak bardzo śmiesznych.

A jednak jest smutno. Dopiero po wyjściu z sali uświadamiam sobie, że te wszystkie historie, bez względu na ich zakończenie, są o przeraźliwej samotności, o tym, jak ludziom jest źle i jak sobie nie radzą, co z kolei prowadzi ich do mało wygórowanych poszukiwań towarzysza, który ma po prostu być i nic więcej, bo i bohaterowie niczego więcej od życia już nie chcą. 














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz