09 maja 2012

Jestem dzieckiem pociągów

Berbeciem będąc jeździłam PKPem do woli. Byłam szczęśliwą posiadaczką legitymacji kolejowej, więc weekendowe wypady z rodzicami nad morze czy w góry nie były żadnym świętem. Teraz, kiedy stan pociągów nie zmienił się prawie w ogóle (szczególnie regio, strach do tego czegoś wsiadać), przyszło mi płacić normalne pieniądze za bilet. W cenie mam zapewnione atrakcje, jak na przykład naprawianie ogrzewania, rozkminianie czemu nie działa świetlówka, czy zawody w kolejowym staniu na korytarzu (kto wytrzyma dłużej i nie wkurwi reszty pasażerów).

Miłą rozrywką w pekapie jest też przypatrywanie się bandzie dresów rozwiązujących zadania matematyczne.

Przez dwa i pół roku jeździłam pociągami regularnie, głównie nocnymi na długich trasach, poznałam historie dziwnych ludzi, którzy nad wyraz chętnie zwierzali się innym w przedziale. Mam już ten etap za sobą. Teraz do pociągu wsiadam raz na jakiś czas. Niestety, albo na szczęście, nie jestem do nich aż tak przyzwyczajona i bardzo łatwo denerwuję się, gdy ktoś mi smrodzi papierochem w strefie zakazu palenia, lub gdy konduktor sprawdzając bilety za nic ma fakt, że w wagonie jest przenikliwy ziąb (lub w drugą stronę - można się udusić; to ciekawe, że w pociągu temperatura rzadko kiedy jest "pomiędzy", zawsze jest za ciepło, albo za zimno).

Sama się sobie dziwię, że mimo wszystko tak lubię pociągi. Kiedyś nawet chciałam pracować na kolei. Na szczęście mi przeszło.









1 komentarz: