Może nie do końca czarownicowy i może nie sabat, a po prostu kulturalne wyjście na Wyspę ;) Po spotkaniu nasunęło mi się kilka wniosków:
1. Marchewkowa za często się wymiguje.
2. Waniliowa wódka z colą pomysłu Erill jest wyśmienita.
3. Świat jest mały.
4. Trzeba zorganizować jakiś grill (to akurat wniosek zbiorowy).









...a ja tu kontynuuję swą edukację z zakresu sztuki greckiej w okresie X-IV wiek przed naszą erą :/ ...ale jak już skończę te męki pańskie, to nie przepuszczę żadnego spotkania :D
OdpowiedzUsuńŁoooo, a my skończyłyśmy chyba o 3 w nocy :) niestety nie pamiętam :P
OdpowiedzUsuńByły tańce, bańki mydlane i kac poranny ;)
fajnie, wyglądam na niektórych zdjęciach jak omkła, Kinia pięknie wyciągasz szyję, pięknie!
OdpowiedzUsuńPrawda? Nauki Erill nie idą w las. Szkoda że o nich zapomniałam na domówce :P
OdpowiedzUsuńKotowa! Kotowa! Gdzie Ona się zapodziała w blogosferze? Jakie Wy fajne macie te Wasze wrocławskie spotkania, koniecznie muszę kiedyś wpaść, mam nadzieję, że mnie przygarniecie:)
OdpowiedzUsuń