Fotograficznie jestem pusta. Aparat leży, kurzy się. Obiektyw zepsuty. Kółeczko przysłony nie działa tak, jak powinno. W zenicie naciągniętych tylko kilka klatek filmu, obiektyw odkręcony. I to wszystko leży, nie ruszam, nie chcę, nagle stało mi się obce. Nie fascynuję się już rozmowami o fotografii, choć bardzo bym chciała, bo mi ich brakuje. Ale nawet nie wiem, jak zacząć, bo zwykle rozmowy takie kończą się na "ciekawe jakim obiektywem zrobiono to zdjęcie". Jestem tym zmęczona.
Poza tym bardzo mi dobrze bez aparatu. Wycieczki, wyjazdy, imprezy - nagle moja torebka jest lżejsza o jakieś 3 kg. Nie dźwigam, nie fotografuję bez opamiętania. Mam aparat w telefonie, gdy chcę coś uwiecznić, jest to dla mnie dużo mniej inwazyjny sposób. Doszło do tego, że gdy na jeden z ostatnich weekendów wzięłam aparat, bo wiedziałam, że zobaczę nowe miejsca, czułam się źle i dziwnie. Jakbym się zmuszała do czegoś, czego wcale nie chcę i - co istotniejsze - nie potrzebuję.
I nawet już ruda nie jestem, ale wcale mi nie spieszy mi się do zrobienia sobie z tej okazji zdjęcia.
Muszę przyznać, że nawet mnie to cieszy. Może będę trochę bardziej "foto" niż "aktywna".
A każdego dnia i tak jedno zdjęcie wrzucam na One Photo A Day. Wyrabiam w sobie nawyk systematyczności.
Poza tym bardzo mi dobrze bez aparatu. Wycieczki, wyjazdy, imprezy - nagle moja torebka jest lżejsza o jakieś 3 kg. Nie dźwigam, nie fotografuję bez opamiętania. Mam aparat w telefonie, gdy chcę coś uwiecznić, jest to dla mnie dużo mniej inwazyjny sposób. Doszło do tego, że gdy na jeden z ostatnich weekendów wzięłam aparat, bo wiedziałam, że zobaczę nowe miejsca, czułam się źle i dziwnie. Jakbym się zmuszała do czegoś, czego wcale nie chcę i - co istotniejsze - nie potrzebuję.
I nawet już ruda nie jestem, ale wcale mi nie spieszy mi się do zrobienia sobie z tej okazji zdjęcia.
Muszę przyznać, że nawet mnie to cieszy. Może będę trochę bardziej "foto" niż "aktywna".
A każdego dnia i tak jedno zdjęcie wrzucam na One Photo A Day. Wyrabiam w sobie nawyk systematyczności.








