






Bawimy się w lata osiemdziesiąte, w domku, dla którego czas w tych właśnie latach się zatrzymał. W domku, który mieści się pośrodku niczego, gdzie nie dowożą zasięgu (chyba że ten z Czech, a i to nie zawsze). W miejscu, które ma przecudną nazwę, położone pośrodku gór, szkoda jedynie, że nieośnieżonych. Ale to nie ma znaczenia, bo oto są trzy dni wolności od reszty świata, od wszystkiego, kiedy można przywdziać cekinową mini i miękkie bamboszki i nie przejmować się, że w sumie idiotycznie to wygląda.
I nigdy nie możesz przewidzieć, kiedy szampan poleje się akurat na twój obiektyw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz